czwartek, 23 lutego 2017

Plany (nie moje)

Ludzie, którzy kupili ode mnie dom, przyszli wczoraj z fachowcem żeby pomierzyć wszystko. Za to, że byłam taka miła i udostępniłam im chałupę do mierzenia, dostałam butelkę białego wina. No i fajnie. Cóż ja miałam począć, chodziłam tylk odyskretnie i się przysłuchiwałam.
Widzieliście kiedyś babę z wizją?
No to ja widziałam.
Widziałam jak stała w mojej kuchni i opowiadała co widzi. Otóż widzi ścianę kuchni przesuniętą o metr w stronę jadalni, a ścianę do salonu wyburzoną, zresztą wszystkie ściany oprócz tej jednej będą wyburzone i powstanie jeden wielki open plan. Z dwumetrową wyspą w miejscu kuchni, koniecznie. Tam gdzie jadalnie, będzie pokój, jak ona to nazwała, odpoczynkowy. Żeby mieli gdzie też wpakować ewentualnych odwiedzających. W miejscu gdzie jest komórka pod schodami, zamierzają zrobić ubikację. Na moje pytanie, czy da się zrobić w tym miejscu ubikację (bo moim zdaniem się nie da), fachowiec z Polski oznajmił, że wszystko się da. No cóż, nie znam się, może i można dziury w betonie kuć przez cały dom żeby rury zainstalować. Góry na razie nie będą robić, kasy nie mają aż tyle. Po kafelki facet jedzie do samiuśkiej Polski. Ja tego nie komentuję, może w Polsce ładniejsze, nie znam się. Może tańsze. Ale transport też kosztuje i to sporo, więc nie wiem jak to się kalkuluje. Wszystko to, z wyburzeniem ścian, poprzestawianiem wszystkiego i zbudowaniem na nowo, razem z wykończeniem, meblami w kuchni i tak dalej, ma zająć im dwa tygodnie!  Ja tego nie widzę, ale wizja jest to nie będę rozpraszać.
To cieszy, że ktoś chce coś zrobić taką wielką zmianę, pani mnie już zaprosiła na odwiedziny jak będzie gotowe.  Ucieszyła się też z moich roślinek i krzewów owocowych. Będzie mi ich cholernie brakowało...

środa, 22 lutego 2017

Osiem minut

Jak wiele miejsc, osób, zdarzeń, sytuacji, kolorów, dźwięków, zapachów i symboli można zmieścić w ośmiu minutach? Drzemka pomiędzy alarmami w moim telefonie trwa dziewięć minut, odejmując minutę na ponowne zaśnięcie będzie to osiem minut. I w tych ośmiu minutach wydarzyło się to wszystko o czym Wam teraz opowiem.

Jestem sobie z Chłopem w mieście rodzinnym, chodzimy sobie, pokazuję mu różne miejsca, niektóre niedostępne dla turystów. Znaleźliśmy się na Rynku, a jak na Rynku to trzeba wejść do Katedry, przecież słynna jest, to jak nie wejść i nie zobaczyć. Weszli, pooglądali, wychodząc natykamy się na Księdza rozdającego ulotki. Pytamy czy ma ulotkę ze ślubami, ma. Wzięliśmy więc i idziemy dalej. Trzask prask i znajdujemy się w domu, w tej samej dokładnie sypialni, na tym samym łóżku, golusieńcy, na szczęście przykryci kołdrą. Lekki mrok, budzi nas otwieranie drzwi.
Puk puk, dzień dobry, czy nie przeszkadzam. Patrzę a tam Ksiądz. Bo on przyszedł w sprawie tego ślubu, on już ma tu wszystko wypisane na dokumencie, tylko imię i nazwisko Chłopa trzeba wpisać bo moje dane ma, i możemy się umawiać na ślub. Ale jak to, pytam, my tylko pytaliśmy. No tak to, odpowiada Ksiądz, bo pierwsze wolne terminy mamy dopiero na maj... (który to miesiąc był ja nie wiem, ale wydawało się bardzo długo do tego maja). A ja na to szeptem, że Chłop to po polsku raczej nie mówi, to ciężko będzie, ale Ksiądz że to nie pierwszyzna i sobie poradzimy. No ale ja drążę dalej, że tu w tej rubryce to trzeba wyznanie wpisać, a my niewierzący. Księdzu się argumenty widać skończyły, bo zabrał kieckę i wyszedł mamrocząc coś pod nosem. Pewnie golizna Chłopa go trochę speszyła, bo ja cały czas pod kołdrą, ale Chłop bardziej szczery to co się będzie ukrywał. Ksiądz wyszedł, patrzę ja na dokument, któy zostawił, a tam pusto, sama ramka. Kartke z wpisanymi danymi zabrał, skurczybyk jeden.

Ale to nie koniec...

Usłyszałam coś za drzwiami sypialni (powtarzam, mrok był), zakładam szlafrok, wychodzę, patrzę a tam koty. Ale trzy! Patrzę uważnie, przecież ja mam dwa koty. Jeden nie mój! Wołam Chłopa, żeby przyszedł bo kota muszę wygonić, a taki ładny był, bardziej biały ale trzykolorowy... Schodzimy z tymi kotami po schodach, a tam coś mi na nos kapie. Kropla wody, Skąd? Rozglądam się, bo w tym samym czasie zaczynam czuć i słyszeć coś czego w domu absolutnie być nie może. A jest. Przepiękne kolorowe orchidee, gałęzie barwnych kwiatów zwisające z niewiadomo czego. Zdumiewające, cudowne zapachy i dźwięki, jakie można sobie wyobrazić w... raju. Schodzę tym rajem na dół, do kuchni, a tam córka. Podlewa drzewo orchidei w wielkim wazonie. Niezwykle zdumiona, pytam skąd ona tutaj i co tu robi? Na to ona że kwiatki swoje przyniosła, bo ona teraz musi u mnie zostać dwa trzy dni, może cztery. Bo pożyczyła koleżance pieniądze na wynajem mieszkania i teraz nie ma na zapłacenie swojego. Mówię, że dobrze, porozmawiamy potem, bo teraz to ja muszę kota pogonić. (Co ja z tym kotem??)

To jeszcze nie koniec...

Wszystkie trzy koty skupiły się przy drzwiach, ten biały mniejszy od Migusi, ale nie dzieciak. Biorę go na ręce, otwieram drzwi, próbuję go wyrzucić za próg, ale on wczepia mi się pazurami w oba ramiona i nie jestem w stanie go z siebie strząsnąć. Skaczę, krzyczę, wołam Chłopa, córkę, żeby przyszli, pomogli, bo kota nie mogę z siebie ściągnąć. Próbuję wyjść z domu z tym kotem, patrzę, a tam na progu olbrzymi, wielki wąż. Dokładnie wzdłuż drzwi się ulokował, teraz to nawet drzwi nie zamknę cholera jasne. Przeskakuję więc węża w tym kotem, wąż albo naćpany albo nażarty, bo jakoś nieskory do ataku, wije się tylko w zwolnionym tempie. Udaje mi się strząsnąć z siebie kota na podwórku, odwracam się szybko, przeskakuję węża, a co najlepsze wszystkie trzy koty też przeskakuję węża i wbiegają z powrotem do domu. Próbuję zamknąć drzwi, ale nie udaje mi się, bo wąż blokuje, a ja go przecież tymi drzwiami nie zgniotę. Istny cyrk.

Ale to jeszcze nie koniec...

Cała w strachu, że co ja teraz zrobię, sama, z wężem, z nie moim kotem, krzyczę, wołam, córkę, Chłopa, nikt nie odpowiada. Krzyczę więc coraz głośniej, a najgorsze jest to że mojego krzyku nikt nie słyszy, otwieram paszczę a z niej nie wydobywa się żaden głos! Z niemym krzykiem wbiegam do kuchni (która wciąż jest rajskim ogrodem), łapię za drewnianego kota, który służy za ozdobę przy kominku i walę nim o podłogę. Kot roztrzaskuje się na kawałki, bo okazuje się że jest z porcelany...
W tym samym czasie widzę, jak w momencie kiedy drewniany kot roztrzaskuje się o podłogę (bo jest z porcelany) powodując huk jak wybuch bomby, wszystkie trzy koty i wąż (!) podskakują na dwa metry do góry i wieją z chałupy gdzie popadnie. A ja wciąż walę tym kotem o podłogę niemo krzycząc...

I w tym momencie zadzwonił budzik w telefonie. To znaczy budzik zadzwonił w momencie kiedy nastąpił wybuch kota, ale zanim się obudziłam, musiałam się wykrzyczeć...

Chłop powiedział że widać było że mam koszmary, bo serce zaczęło mi szybciej bić, oddech się przyspieszył a ja próbowałam krzyczeć. Ale starał się mnie nie obudzić, bo lepiej jak zrobię to sama. Naukowo udowodnione ponoć. Pewnie dlatego tak to zapamiętałam.
Niebywałe, jakie cuda potrafi wyprodukować mózg w osiem minut...

wtorek, 21 lutego 2017

Jak one śpio

Koty jak wiadomo, nie uznają kocich posłań. Można mieć i ze dwadzieścia wypasionych kocich łóżeczek, domków i poduszeczek, a one i tak wolą pogniecione pudełka w zagraconym przeprowadzką pokoju.


Albo najbardziej rozbebeszone łóżko w pokoju syna. Uwaga - czy jest tutaj w ogóle jakiś kot??


Uwielbiaja spać na łóżku, na którym drzemie ich ludzka mamusia.



A jeszcze lepiej jak na tym łóżku leży torba na laptopa.


Po stoczeniu walki o torbę, oczywiście należy jej niezwykle pilnować.  


 Specjalnie rozjaśniłam to zdjęcie, żeby pokazać że kot nie paczy, ale kot czuwa...


A jak się zmęczy to następuje zamiana miejsc. 


Moja kochana niunia maleńka... 


piątek, 17 lutego 2017

Humor na piątek

Zgdonie z tradycją, dzisiaj będzie tematycznie.
Zapraszam :-)


*****
- Czy mogę prosić o rękę pana córki?
- A co, nie masz swojej - pyta ojciec.
- Mam, ale jest już zmęczona.


*****
Po zaręczynach dziewczyna zrywa z chłopakiem Szkotem:
- Jesteś okropny! Odchodzę! Masz tutaj ten swój pierścionek! - wrzeszczy dziewczyna zarazem ściągając pierścionek z palca.
- A pudełeczko? - zapytuje lakonicznie Szkot.


*****
- Czy zostaniesz moją żoną? - pyta chłopak klękając prezed wybranką serca.
- Nie wyjdę za Ciebie. Mój przyszły mąż musi umieć dobrze gotować, prać, sprzątac, robić zakupy. Patrzeć we mnie jak w tęczę, spełniać wszystkie moje życzenia...
- Rozumiem, wycofuję propozycję. Pozwól jednak że zanim wstanę z klęczek, pomodle się za tego biedaka.


*****
- Wiem, że to tylko formalność - mówi młody, nowoczesny człowiek do ojca swojej dziewczyny - ale chciałbym prosić o rękę pańskiej córki.
- Kto Ci ku**a powidział, że to jest tylko formalność?! - piekli się jej ojciec.
- Ginekolog...


*****
Sycylijczyk zawiadamia przyjaciela, że oświadczył się pięknej dziewczynie. Przyjaciel pyta:
- A jej ojciec zdziwił się oświadczynami?
- Jeszcze jak! Aż mu rewolwer wypadł z ręki...


*****
"Jurek, Skarbie.
Nie spałam spokojnie odkąd zerwałam nasze zaręczyny. To był błąd, teraz zdaję sobie z tego sprawę. Czy umiałbyś wyvaczyć i zapomnieć? BYłam głupia, nie wiedziałamże to właśnie Ty byłeś mi przeznaczony. Kocham Cię z całego serca. Ania.
P.S. Gratulacje z okazji trafienia szóstki w totolotku."



*****
Para narzeczonych przychodzi do urzędu stanu cywilnego. Urzędnik pyta:- Czy jesteście należycie przygotowani do tak ważnego kroku?
- Oczywiście – odpowiada młody kandydat na męża.
- Mamy już piętnaście litrów wódki, trzydzieści pięć butelek wina i sześć litrów spirytusu.



---------------------------------------------
A potem było tak:


*****
Marek i Janka są w podróży poślubnej i jadą powozem. Wjechali w wyjątkowo długi tunel i było ciemno przez pewien czas w pojeździe. Kiedy wyjechali z ciemności, Marek powiedział:
- Janiu, gdybym wiedział, że tak długo będzie ciemno, zrobiłbym to!
Janka woła zrozpaczona:
- Marek! Jeśli to nie byłeś ty, to kto?!



Wesołego weekendu!

wtorek, 14 lutego 2017

Pastelowo

Takie se kfatki dzisiaj dostałam.
A kto powiedział że muszą być czerwone róże???


Udanego wtorku!


poniedziałek, 13 lutego 2017

Co to jest miłość

Jakoś się wyjątkowo nie interesuję Walentynkami w tym roku, za dużo mam na głowie żeby się sercem przejmować. Chłop myśli że będziemy gotować, hi hihi! Bo się nie zgodziłam na żadną restaurację. Przeprowadzamy się, mówię, a poza tym, wolę te pieniądze na Mauritiusie wydać.
W celu zapodania afrodyzjaka zakupiłam w Lidlu mrożone ślimaki, bo kto by tam ostrygi jadł, fuuu. Chłop zakupił łososia. Tak że jutro będzie ślimak z rybą i lody z truskawkami na kolację. A na deser się zobaczy. Będziemy film oglądać, albo książeczki razem kolorować. Najważniejsze to się nie przejeść, bo źle się później z takim ociężałym brzuchem książeczki koloruje. Kredki z ręki wypadają i ciężko się schylić żeby je podnieść, ekhem, ekhem...




To tyle o Walentynkach, a co Nonsensopedia mówi o miłości?


Miłość jest jak kolka żołądkowa. Dopóki cię nie chwyci nawet nie wyobrażasz sobie co to takiego
Miłość jest jak sraczka, atakuje znienacka.
Miłość to uczucie głupie. Zaczyna się na ustach, kończy się na dupie.I słowami Babci: Gówno wiecie o miłości!

Miłość – błogi stan otępienia umysłu porównywalny do ciąży, przepełniony szczęściem i radością, zwykle kończy się po pierwszej rozmowie z obiektem zainteresowań. Miłość charakteryzuje się przyśpieszonym biciem serca, fantazjami, nadmiernym poceniem się i trudnością z zaśnięciem. Niektórzy badacze przypuszczają, że to właśnie miłość jest odpowiedzialna za zaburzenia wzroku ze ślepotą włącznie. Skutkiem i przeciwieństwem miłości jest małżeństwo.

Rodzaje miłości:
  • Miłość od pierwszego wejrzenia
Najgorsze, co może przytrafić się człowiekowi. Jedyne do czego prowadzi to 5–cio minutowy seks, 9 miesięczna ciąża i 18 letnie alimenty. Prowodyrem miłości od pierwszego wejrzenia jest Amor zwany również Kupidynem. Niektórzy wierzą, że ten gość za pomocą łuku, wychylając się zza chmur, strzela do ludzi wzbudzając w nich miłość do pierwszej spotkanej osoby. Jest to dobre tłumaczenie dla osób rozwodników z 10-letnim stażem małżeńskim, lub 20-latki z 6-letnim dzieckiem. Niestety, nikt naukowo nie zbadał dziwnych właściwości jego strzał, podobnie jak stanów, które powodują. Chodzą pogłoski, że ich groty moczone są w mrocznej krwi dziewic...
  • Miłość małżeńska
Drugie najgorsze w życiu człowieka. Konsekwencje ma równie długotrwałe, co miłość od pierwszego wejrzenia, choć zdarzają się nawet ekstremalne przypadki dożywocia. Charakteryzuje się męką gorszą od siedzenia w Piekle lub gułagu czy wąchanie skarpetek Wujka Dobrej Rady. Najbardziej krzywdząca jest dla mężczyzn, którzy na weselu (biby po zawarciu małżeństwa) nagle orientują się, że resztę życia będą musieli spędzić z tym czymś w białej sukni. Po tygodniu stwierdzają, że śmiertelnie się nudzą, po dwóch mają kochankę, po miesiącu żona to odkrywa i grozi rozwodem, a dwa dni później stwierdza, że małżeństwo z nią jest wystarczającą karą. I tak do znudzenia, aż nagle stwierdzamy, że nie mamy swojej pensji (żona ją zabiera), nie mamy swojego samochodu (żona go pożycza), i sobie nie pociupciamy (żona nie ma ochoty a kochanki zniknęły w tajemniczych okolicznościach). W skrajnych przypadkach mamy dożywotni areszt domowy, bo żona nie zgadza się na wyjście do ubikacji. Dla kobiet jest to inwestycja raczej opłacalna, gdyż czerpie z męża różnorakie korzyści.
  • Miłość ślepa
Po prostu masakra. Charakteryzuje się tym, że nasze serce ślepnie, co skutkuje nagłymi skokami ciśnienia i zamroczeniem zmysłu widzenia. Żeby się jej pozbyć wystarczy wysłać smsa pod numer 7122 wyznać ją – wtedy na ogół okazuje się, że nie miała sensu i, o ile nie jesteś Emo, żyjesz sobie dalej bez problemów... No, chyba, że już oślepłeś.
  • Miłość kobieca
Pierwsze symptomy przypominają zazwyczaj gorączkę: błyszczące oczy, podwyższona temperatura, drżenie kończyn i niewydolność układu oddechowego, mylona czasami z atakiem astmy. Charakterystyczne są trudne do opisania piski na widok plakatu z obiektem miłości. Jeśli obiekt jest realny (trójwymiarowy), miłość przechodzi szybko, najpóźniej po pierwszej wizycie u mistrza zawiązywania węzłów małżeńskich.
  • Miłość w wydaniu mężczyzn
W przypadku mężczyzn miłość jest okupem, jaki są w stanie zapłacić za regularne dostarczanie orgazmu. W wielu przypadkach nawet regularne dostawy nie są warunkiem koniecznym, wystaczy mglista obietnica. To właśnie mężczyźni są najczęściej ofiarami chwilowej utraty wzroku pod wpływem miłości. W ciężkich przypadkach miłość ogranicza też znacznie funkcje poznawcze.
  • Miłość międzygatunkowa
Jeżeli jest to upodobanie nienaznaczone pożądaniem ani chęcią zjedzenia, zazwyczaj jest akceptowane. Zwykle łatwiej jest też przyznać się do nekrofilii zwierzęcej (czytaj: dosłownego pożerania ich zwłok) niż zdrowego skądinąd pociągu do np. owieczek i frywolnych obietnic typu „Zjem cię”.
  • Prawdziwa miłość
Najdziwniejsze uczucie na świecie, człowiek kocha, zazwyczaj bez wzajemności, wyznaje swe uczucie i pozwala wybrankowi robić wszystko, na co ma ochotę, bez żadnych konsekwencji. A przy tym jeszcze jest dzięki temu szczęśliwy!
Kiedy się zaczyna prawdziwa miłość? Miłość zaczyna się w momencie, kiedy bardziej denerwujesz się, gdy kolega zaleje Ci dziewczynę niż laptopa.
  • Miłość chemiczna
Miłość zapoczątkowana jest poprzez podanie pigułki gwałtu, najczęściej drogą doustną. Nazwa ta może być myląca, ale już kilkanaście minut po podaniu da się zaobserwować objawy prawdziwej miłości.

Ciekawostka

Gdy się zakochujesz twoje serce zaczyna bić szybciej, co oznacza, że miłość jest niezdrowa dla układu krążenia!

---------------------------------------------------------------------------------------------
Ale nie przejmujcie sie tak tym zdrowiem, na coś trzeba umrzeć, prawda? ;-)

piątek, 10 lutego 2017

Humor na piątek

Moi Drodzy, zaledwie wczoraj chwaliłam się kfiatkami, a tu dzisiaj mróz i śnieżyca. Dowaliło jak w Sudetach. Jako dowód załączam te oto obrazki z dzisiejszego poranka. Straszna ta zima, zaiste... straszna.


Więc zgodnie z tematyką, dzisiaj będzie o śniegu. Zapraszam :-)


*****
Majorka, lotnisko. Z samolotu wychodzi "Nowy Ruski": drogie ciuchy, obwieszony złotem, za nim ochrona. Na ramieniu niesie narty, na czole ma gogle.
- Przepraszam ale szanownego pana chyba ktoś wprowadził w błąd - zwraca mu uprzejmie uwagę pracownik lotniska - Tu, na Majorce, jest gorąco, nigdy nie ma śniegu.
Rosjanin uśmiecha się cynicznie.
- Spakojno, grażdanin, zaraz wyląduje samolot z moim śniegiem.


*****
Eskimos ciągnie na sankach lodówkę. Widzi go drugi i pyta się:
- Po co Ci ta lodówka, jest minus 20 stopni?
- A niech się dzieciaki trochę ogrzeją.


*****
- Czego najpierw uczy się mały Eskimos?
- Nie jeść żółtego śniegu....


*****
Baca żali się juhasowi:
- Telewizja kłamie i manipuluje nawet w prognozie pogody! Jak w Warszawie spadło 15 centymetrów śniegu, to alarmowali, że katastrofa pogodowa. A jak mi całą chałupę zasypało, to mówili że są świetne warunki narciarskie.


*****
Zima, las, pada śnieg. Po lesie chodzi podenerwowany niedźwiedź. To złamie choinkę, to kopnie w drzewo, to pogoni wilka - ogólnie - mocno wściekły! Chodzi i gada:
- Po jaką cholerę piłem tę kawę we wrześniu...


*****
Hrabia budzi się rano i widzi na śniegu napis: Hrabia to głupek. Woła Jana:
- Janie, kto to zrobił?
- To pismo Hrabiny Jaśnie Panie, a mocz ogrodnika.


*****
Lezie kocur w marcu przez głęboki śnieg łapy otrząsa, przymarzającą męskość co jakiś czas odrywa boleśnie od lodu, sopelki mu się na wąsach robią i się drze:
- I gdzie, *urwa, ta wiosna do cholery, jaja mi odpadają, ileż jeszcze tej pieprzonej zimy, brrrr, śniegu naje*ało że mnie* urwa zaraz zasypie...
Stojąc w oknie, żona przytulona do męża mówi:
- Widzisz kochanie jak koty się marcują, one się nie mylą, już wiosna idzie...


No i na koniec, nie o śniegu ale nie mogłam się powstrzymać :-)


****
- Zimowe mroźne popołudnie. Piękna dama wychodzi na spacer w długim futrze i spotyka na ulicy członków organizacji ekologicznej.
- Jak pani nie wstyd nosić futro zdarte z żywych norek?
- To nie norki, to poliestry.
- A czy pani wie, ile poliestrów musiało oddać życie, żeby pani miała futro?



No, to u mnie spadło ze dwa metry :-)
Pozdrawiam!



czwartek, 9 lutego 2017

Wiosna??

Zauważyłam je wczoraj. Gdzie ja miałam wcześniej oczy to ja nie wiem. Jest tego więcej, ale spieszyło mi się rano do pracy więc tylko dwa zdjęcia zrobiłam szybko w przelocie. Trzy lata temu 23 lutego wyglądało tak, dwa lata temu 14 lutego było tak, w zeszłym roku o tej porze było tak.

A w tym roku zima była do kitu, ani śniegu ani mrozu, za to szaro zimno i ponuro. Słońca jak na lekarstwo, a może ja go po prostu nie widzę, bo za dnia siedzę w pracy, a w weekendy pakuję chałupę. W każdym razie, z ziemi nie tylko wyłazic zaczęły różne badyle, one już kwitną!
To poniżej to krokusy i pierwiosnki. Za tydzień będzie ich cała łąka. Widziałam też w innej części ogródka przebiśniegi. Ale na tak kwitnące żonkile to uważam że jest zdecydowanie za wcześnie.
Będzie mi ich trochę żal, tych moich roślinek...



środa, 8 lutego 2017

O dzieciństwie słów kilka

Tak mnie naszło, bo wspominaliśmy wczoraj z synem jego przeszłość. Poszło o bajki Disneya. Otóż dowiedziałam się że pozbawiłam swoje dzieci dzieciństwa bo syn nie ogladał "Pięknej i Bestii". Którą to obejrzał wczoraj pod naciskiem dziewczyny, która poczuła się sentymentalna z powodu urodzin własnych.
No jak nie oglądał jak oglądał? - pytam się. A "Lilo i Stich"? "Król Lew", "Królewna Śnieżka", "Mała Syrenka", "101 Dalamaytńczyków"? A Pokahontas, Mulan, Pinokio czy wreszcie - o zgrozo - Kubuś Puchatek? No ale na "Anastazję" to zabraliśmy tylko córkę. Kto zabrał, ja się pytam? Przecież z ojcem poszła, bo ty powiedziałeś że na babskie filmy nie będziesz chodził i zostałeś ze mną w domu oglądając "Ksenę". A poza tym, "Anastazja" nie była Disneya. A poza tym, na Disneyu świat się nie kończy, do teatru lalek chodziliśmy co tydzień. No, on słabo pamięta, jakieś smoki, jakieś arbuzy... Za to Ksenę pamięta doskonale. I Herkulesa. I że mu rodzice nie pozwolili Władcy pierścieni oglądać, zreszta zrozumiał po latach dlaczego, bo kiedyś ukradkiem, u babci będąc, zakradł się za fotel w salonie i zobaczył Golluma. To dlatego przez dłuższy czas nie mogliśmy wyjść z jego pokoju dopóki nie zaśnie, a ja głupia myślałam że lubi jak mu się bajeczki czyta...
Ja za to to miałam do dupy dzieciństwo. Nikt mi nie czytał, więc się nauczyłam sama dość szybko, mówią że w wieku trzech lat czytałam "Poczytaj mi mamo" i chyba tak było, bo w wieku pięciu lat czytałam po rosyjsku i to akurat dokłądnie pamiętam. Ale to nie o czytanie chodzi, tylko ogólnie, o rodzinę. Nigdy nie wychodziliśmy razem na spacery, nigdy nie byliśmy na żadnych wczasach. Nigdy nie byłam z rodzicami w kinie czy nawet w kawiarni. Mama zabierała mnie owszem, na działkę, na której nudziłam się świetnie, bo co małe dziecko może robić na ogrodowej działce. A pomagać mi się nie chciało. Za to bardzo szybko zostałam mamusią, bo musiałam się opiekowac młodszą o trzy lata siostrą, więc wszędzie ją ze sobą zabierałam, bo co miałam zrobić. Ja sześć lat, ona trzy. Nikt się wtedy nie przejmował widząc małe przeciez dzieci łażące po trzepakach czy drzewach. Byłam grzeczną dziewczynką, więc mama nie bała się mnie z siostrą zostawić, bo nigdy nie oddalałam się z podwórka. A potem urodziła się kolejna siostra i miałam już dwójkę do opieki. Nikt mnie nie namawiał, nikt mi nie kazał. Tak było i już. Matka owszem, karmiła nas i opierała, ale spacery to już nie mieściły jej się w głowie. Taka strata czasu. Bo inne rzeczy są ważniejsze w życiu, na przykłąd sprzątanie.
Mama moja zawsze tylko sprzątała. Latała z tą ścierka po całym domu wycierając kurze non stop, odkurzając, szorując podłogi, dywany, generalne sprzątanie domu co miesiąc. Generalne to znaczy wszystko z szafek i półek, wymyć, wyczyścić i z powrotem poukładać. Nienawidziłam, jak mi wszystkie ubrania wywalała z szafy żebym poukładał porządnie w kosteczkę. Bo moja kosteczka kuźwa nierówna była!
Dzieciństwo to czas na zabawę i naukę, ale także czas na poczucie bezpieczeństwa i komfortu, na poczucie miłości i zrozumienia. Czas rodzinny, czas kiedy rodzice powinni przekazać dziecku wiedzę o świecie i uczestniczyć w jego życiu, czas który powinien być spędzony wspólnie, jak najbardziej się da.
Ja tego wszystkiego nie miałam. Kocham swoich rodziców, ale mam do nich żal że nie dali mi tego wszystkiego co ja dałam swoim dzieciom. Nie chodzi tu wcale o pieniądze. Chodzi o poświęcony czas. Bo przecież można pracować na całym etacie i pomimo to znaleźć czas na wspólne zabawy z dziećmi, na spacery, na wyjazdy do lasu, nad jezioro, nad morze, w góry, do parku czy gdziekolwiek. Można obejrzeć z dzieckiem film, niekoniecznie w kinie. Można poczytać dziecku na dobranoc. A także w ciągu dnia. Można się razem zdrzemnąć jak już się ledwie na oczy patrzy, przytulając dziecko do siebie. Można razem rysować, układać, gotować. Można pozwolić dziecku porozkładać zabawki po całym pokoju a nawet dwóch, a potem razem z nim posprzątać bałagan. Można.
Ja tego wszystkiego nie miałam.
Dzieciństwo to nie tylko pokemony i bajki Disneya...