wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołaj był!

Mikołaj był!
Na pewno tylko u mnie, bo na całym świecie Mikołaj przychodzi w Święta, tylko w Polsce dzisiaj, a ja przecież z Polski jestem, co nie? No ale drań nic nie zostawił, pewnie się zorientował że obywatelstwo zmieniłam, no bo przecież byłam grzeczna.... Pewnie się wkurzył że po próżnicy sanie gonił przez pół Europy, renifery całe zmachane, jeszcze dobrze nie wytrzeźwiały a ten je do roboty zagonił. Wszystko po próżnicy.
No to skąd wiem że był skoro nic nie zostawił? No bo dwa pączki z budyniem zeżarł i piwem popił, a kapsel wrzucił do opróżnionego kufla. Myślał, że jak zostawi okruchy na talerzyku to nie zobaczę tych na blacie kuchennym, co je pod mikrofalówkę zagarnął. Dobrze że chociaż renifery wychowane ma, to po podwórku nie nasrały, chociaż koty to nastraszyły nieźle. No ale kto by się nie bał wielkich rogatych potworów z czerwonymi nosami?
Tak że, Mili Moi, na prezent to se jeszcze muszę poczekać...



A dla fanów Mikołaja, Gugiel przygotował specjalnę stronę. Jak się komuś nudzi w pracy, może się pobawić, na przykład w fryzjera. W moim salonie stateczny stary dziadek nabrał nowych kolorów :-)


Można sobie też poczytać o Mikołaju i tradycjach, niestety tylko po angielsku. Link jest normalnie na stronie głównej Google, ale podaję również tutaj dla łatwości:

https://santatracker.google.com/village.html

A Wy, byliście grzeczni?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Nieczynne do wtorku

Wczoraj wieczorem wykreśliłam ostatnią rzecz z listy od zrobienia.
Nie zdążyłam wyszorować wszystkich kątów moim nowym nabytkiem, czyli myjką parową, bez której ciężko byłoby mi sobie poradzić z tym nagromadzonym w niektórych miejscach brudem. Ale uznałam że na zdjęciach i tak tego nie będzie widać, więc mam czas żeby tego dokonać przed wizytą pierwszych oglądających. Jeśli tacy będą.
Największym kłopotem okazał się... mój własny Syn, który po studencku do sprawy podszedł, czyli nie przemęczając się i przekładając sprawy na później. Gdy wczoraj wieczorem z paniką w oczach wpadłam do jego pokoju prosząc w uporządkowanie w końcu jego rzeczy, bo muszę zacząć odkurzać i myć podłogi (zanim oczywiście dosprzątam kuchnię i łazienkę), usłyszałam, że "Maaaaamoooo, jest dopiero piąta trzydzieści, a tu tylko pięć minut robooooty..."
Przypadkowo zastosowałam fortel. Zapytałam Chłopa o której sklep zamykają bo ketchupu nie ma i majonez się skończył. Odpowiedział że o siódmej. A jako że część rzeczy Syna trzeba było umieścić w domu Chłopa, bo to delikatne, elektronicznie, w garażu się może popsuć, rzeczony Chłop zawołał na Syna że on zaraz wyjeżdża i że jak Syn chce to mogą podrzucić te rzeczy do niego po drodze do sklepu. Myślę że na Synusia słowo "sklep" podziałało jak lep na muchy, bo a nuż się załapie na darmowego batonika. No i pojechali, a ja mogłam kontynuować działanie.
Wrócili po dwóch godzinach obładowani oboje smakołykami z wyprzedaży, jakieś pączki, ciasta, ciasteczka i inne artykuły po 10 pensów każdy, których termin ważności do spożycia właśnie się kończy. Podobno Synuś dwa kartony batoników we wspomnianej cenie do kosza wrzucić, ale pani przy kasie powiedziała, że tylko jeden karton jest w przecenie, więc trochę niepocieszony że będzie miał 20 Twixów zamiast 40, wrzucił do kosza tort urodzinowy w schemacie dekoracji "Frozen". Po dziesięć pensów, a jakże! Słuchając tej jakże żarliwej i radosnej opowieści o tym jakich to wspaniałcyh zakupów dokonali obaj, popukałam się w myślach w czoło i z uśmiechem na ustach odparłam, że super! Będą teraz mieli radości na cały tydzień, ale ja tej śmietany jutro już nie ruszę, przepraszam. He he he, usłyszałam, będzie więcej dla nich. No to smacznego!
Chłopy dzisiaj rano jeszcze żyli, ale zapewne niedługo, bo zapowiedziałam wczoraj że do wtorku nie ma gotowania, srania ani kąpania. Nie, przecież nie brud ich zabije, tylko ja, własnymi ręcami!


środa, 30 listopada 2016

A ja znowu o tym samym

Remont przebiega zgodnie z planem, najbardziej żmudne prace zakończone. Pracowaliśmy ciężko cały weekend w dwie, trzy, a czasami i cztery osoby. Zrujnowany pokój odnowiony, największe wyzwanie - klatka schodowa i korytarz całe wymalowane i wypięknione, nawet nikt się do farby olejnej nie przykleił co to nią wszystko wypaćkałam, co się tylko dało. Czyli framugi drzwiowe, listwy przypodłogowe i poręcze schodowe. Zostało jeszcze do wymalowania wejście na strych bo o tym zapomniałam, ale i tak muszę jeszcze listwy przypodłogowe upiększyć to za jednym razem machnę wszystko. Trochę sobie kuku zrobiłam sama, bo farby olejnej nie cierpię, więc postanowiłam kupić tę nieśmierdzącą, wodnorozpuszczalną, szybko schnącą, nie tak co prawda trwałą ale znacznie przyjemniejszą w obróbce. I taką kupiłam brązową, bo drzwi i framugi na górze domu mam brązowe, takie same jak okna, które malowałam latem to od razu sprawdziłam jak się ta farba na drzwiach trzyma i trzyma się świetnie i szybko schnie. I nie śmierdzi. No ale jeszcze potrzebowałam puszkę farby białej, bo na dole domu wewnętrzne framugi mam białe, listwy przypodłogowe i poręcze na schodach też białe. No i na półce z białymi farbami, obok tych nieśmierdzących i szybkoschnących zobaczyłam też jednowartwową, to pomyślałam, o jaka nowość, jednowartwową farbę szybkoschnącą zrobili, super, kupuję. I kiedy już zaczęłam malować i maźglać sobie łapy tą farbą, zauważyłam że coś nie tak, że konsystencja jakaś inna, patrzę, a to normalna, olejna, śmierdząca i tłusta farba. Paznokcie do dzisiaj mam niedomyte... No cóż, zakupiłam to zużyję. Więc zużywam.
Kaloryfery też zostały odnowione, bo gdzieniegdzie rdza się zaczęła dobierać. Ja nie wiem jak to możliwe, bo cały system grzewczy został wymieniony na nowy zaledwie pięć lat temu, wszystkie kaloryfery w całym domu takie same, z tej samej firmy, a dwa z nich zaczęły rdzewieć. Zgroza, jak oni teraz produkują.
Chłop nieśmiało wspomniał dziś rano czy może do kina byśmy poszli, ale powiedziałam od razu nie, bo tyle roboty jeszcze. Jednak zaczęło mnie korcić i przy śniadaniu zrobiłam listę wszystkich rzeczy potrzebnych do zrobienia zanim przyjdzie weekend i ostateczne przygotowywanie domu na sprzedaż, czyli czyszczenie, wyrzucanie, pakowanie niepotrzebnych rzeczy i w ogóle aranżacja chałupy żeby na zdjęciach ładnie wyglądała. No i lista tych rzeczy okazała się co prawda dość spora, ale są to tylko poprawki i wykończenia, które zajmują niewiele czasu, jak na przykład zalepienie dwóch dziur po gwoździach w salonie czy wymalowanie tego nieszczęsnego wejścia na strych, albo przyklejenie luster z Ikei na korytarzu, czy założenie rolety. Pomyślawszy więc że coś nam się od życia należy, spytałam Chłopa uczciwie, czy uważa że jesteśmy w stanie zrobić te rzeczy w dwa wieczory, bo ja uważam że tak, pod warunkiem że podzielimy robotę i jedno nie będzi się gapić jak drugie pracuje. Chłop uczciwie przyznał że się da, szczególnie że seans kinowy jest dość późno więc będziemy mieć chwilę czasu na robotę także dziś wieczorem, no i jak dałam radę wykonać połowę prac schodowych wczoraj przed badmintonem, to tak samo dam radę zrobić coś przed wyjściem do kina. Bo ja bardzo chcę zobaczyć te "Fantastyczne zwierzęta...".
Tak że, Mili Moi, nie ma ociągania się, praca wrze pełną parą, a Chłop zobaczył że ze mną nie przelewki i jak się za coś wezmę to wykonam. Bo on nie wierzył że nam się uda przed Świętami to wszystko zrobić. A ja chcę dom na sprzedaż wystawić w przyszłym tygodniu. Tak mi intuicja podpowiada. Mimo wszystko, najgorsze jeszcze przed nami. Pakowanie i wynoszenie rzeczy, bez których będzie się trzeba obejść przez jakiś czas. Dobrze że jest jeszcze Chłopa dom...

wtorek, 29 listopada 2016

Cyber przestępstwo

Południowo-zachodnia Polska, miasto około 40 tysięcy mieszkańców, jedna ze szkół podstawowych, klasa trzecia czy tam czwarta, dzieciaczki lat około dziesięć, dopiero co do komunii poszły w ubiegłym roku.
Lekcja informatyki. Pani rozmawiać będzie z uczniami na temat cyber przestępczości.

****
Wieczorem mama jednej z dziewczynek zauważa że ta jakaś osowiała jest, jeść nie za bardzo chce, zamiast na komputerze, jak co wieczór, siedzi na telewizorze*. Zaniepokojona mam mierzy dziecku temperaturę, zagląda do gardła, próbuje wypytać jak się dziecko czuje i czy coś się nie stało. Nie, nic się nie stało. Po jakimś czasie dziewczynka nie wytrzymuje i zaczyna opowiadać.

****
Na lekcji informatyki pani zadaje pytanie, czy dzieci wiedzą, co to jest Facebook. Oczywiście wiedzą. Czy ktoś ma założone konto na Facebooku? Oczywiście, mają założone konto. Kto ma założone konto? Dzieci dumnie podnoszą rączki w górę...
Pani wpada w furię. Zaczyna się przesłuchanie.
- Jak to macie założone konto na Facebooku? A dlaczego? Czy wiecie że konto na Facebooku można założyć od trzynastu lat? A ile Wy macie lat? Dziesięć? No to popełniliście przestępstwo! Co? Wy sami nie założyliście konta? To kto Wam założył? Rodzice?? No to rodzice popełnili przestępstwo! I zobaczcie co zrobiliście, naraziliście swoich rodziców na popełnienie przestępstwa, teraz oni przez Was pójdą do więzienia! I wiecie co się z Wami stanie jak oni pójdą do więzienia? Wy pójdziecie do domu dziecka! Czy Wy chcecie żebym was zgłosiła na policję? Ja wszystko o Was wiem z tego Facebooka, mam dostęp do Waszych kont, ja Was codziennie sprawdzam, nie myślcie sobie że Wam to ujdzie płazem, to jest cyber przestępstwo!!

****
To wszystko co dziewczynka zapamiętała z lekcji informatyki. Dziewczynka nie chce żeby jej rodzice trafili do więzienia, a ona z bratem do domu dziecka. Dziewczynka jest cała przerażona że teraz pani zadzwoni na policję, że policja sprawdzi jej konto na Facebooku i że od razu wszystkiego się dowiedzą i że zaraz na pewno przyjdą, bo pani tak powiedziała... I dlatego ona się tak martwi i płacze.
Teraz to mama wpadła w furię. Natychmiast wykonała kilka telefonów do zaprzyjaźnionych mam, które też zauważyły że ich dzieci jakieś nieswoje, ale ponieważ tamte dzieci są bardziej skryte i nieśmiałe, nie były w stanie powiedzieć dlaczego. Odpowiednio jednak wypytane przez rodziców, potwierdziły słowa pierwszej mamy. Tego samego wieczoru rodzice postanowili działać i wysłali odpowiednie pismo do wychowawczyni klasy. Dodatkowo kilka mam zgłosiło się nazajutrz do szkoły w celu wyjaśnienia sprawy i wyciągnięcia konsekwencji.

****
Następnego dnia dziewczynka przyszła ze szkoły z nowiną.
- Mamuś, a ja widziałam jak nasza pani krzyczała na korytarzu na panią od informatyki, długo krzyczała, a pani od informatyki się rozpłakała i poszła do pokoju nauczycielskiego...

Jak tam naprawdę było, co się wydarzyło na tym korytarzu, nie wiadomo do końca, mama bowiem nie za bardzo ufa szczegółom dziecięcej wyobraźni. Sytuacja miała jednak miejsce naprawdę, kilka tygodni temu. Rodzice nie chcą słuchać tłumaczeń że pani od informatyki jest młoda i niedoświadczona. Rodzice otrzymali nieoficjalne przeprosiny, ale czy rozwiązuje to sytuację? Trauma dzieci już została przeżyta i nawet jak na kolejnej lekcji nauczą się czym naprawdę jest cyber przestępczość i jak się przed mnią uchronić. zaufanie do naczyciela zostało zdemolowane.

Ciężka sytuacja. Ja bym takiej pani nauczycielce kazała poszukać sobie nowej pracy.





*No wiem że tak się nie mówi, ale to w celu podsycenia atmosfery jest :-)

piątek, 25 listopada 2016

Humor na piątek

Zimno u nas, mróz, czasami aż minus dwa na termometrze, spryskiwacze mi w samochodzie pozamarzały. Zapomniałam że latem wody nalałam. Przyniósł Chłop jakiegoś chemikalia, wlaliśmy i po drodze do pracy jeden spryskiwacz mi się odmroził. Na szczęście ten od strony kierowcy, bo wczoraj to masakra jakaś była na drodze. Wyobraź sobie że jedziesz drogą szybkiego ruchu, przed Tobą ciężarówka, spod której chlapie ta syfiasta mazia powstała z pomieszania topniejącego lodu i soli, wszystko to na Twoją przednią szybę, włączasz wycieraczki bo nic nie widzisz, a te zamiast ścierać to rozmazują tę mazię po całej szybie. Włączasz spryskiwacz, a tu... nic. Wyciearczki rozmazują mazię coraz bardziej. Zastanawiasz się czy się nie zatrzymać i nie zeskrobać, ale uznajesz że lepiej jechać szybciej to szybciej dotrzesz do celu i nastąpi koniec tego horroru. Ale nie, żeby Ci jeszcze mocniej dowalić, na ostatniej prostej dostajesz po oczach silnym promieniem nisko wzniosłego słońca, który powoduje na szybie efekt lustra i nie widzisz już zupełnie nic. Jakimś cudem udaje Ci się skręcić na parking, po czym oddychasz z ulgą, a po wejściu do biura piszesz do Chłopa emaila z prośbą o zrobienie czegoś z tym bo jak nie to jutro będzie jeszcze większa masakra.
I tak to właśnie było.
Więc dzisiaj w związku z tym, kilka dowcipów o pogodzie. Zapraszam :-)


*****
- Fatalna dziś pogoda - zagaja żona. - Pamiętasz, taka sama wichura była, jak mi się oświadczyłeś!
- Tak, to prawda. Świetnie pamiętam - odpowiada mąż. - To był straszny dzień. Oj straszny...


*****
Zdaje mi się, moja droga - zwraca się dziadek do babci - że będzie padać. Jak myślisz, wziąć parasol?
- Weź parasol!
- Tak? A jeśli nie będzie deszczu, to po co mi parasol? Lepiej wezmę laskę.
- Weź laskę!
- Jednak chyba zbliża się burza. Lepiej będzie zostawić laskę i wziąć parasol.
- Dobrze, zostaw laskę, weź parasol.
- Masz rację. Ale chyba się przejaśnia. Lepiej zostawić parasol i wziąć laskę.
- Mój Boże! Weź laskę, zostaw parasol.
- Widzisz, jaka ty jesteś! To mówisz mi, żeby wziąć laskę, to znowu, żeby parasol. A w ogóle kto ci powiedział, że ja wychodzę?


*****
Turysta pyta Bacę:
- Baco, jak przepowiadacie pogodę?
- Ano po świstaku.
- Jak to po świstaku?
- Jeśli świstak podrapie się jeden raz, to znaczy że będzie ładna pogoda, jak dwa, to znaczy że będzie śnieg, a jak trzy, to znaczy że będzie burza.
- A jak podrapie się więcej razy?
- To znaczy że ma pchły.


*****
Lipiec. Na londyńskiej ulicy, w czasie ulewnego deszczu, do Anglika podchodzi zagraniczny turysta i pyta:
- Proszę mi powiedzieć, kiedy u was, w Londynie, jest lato?
- Różnie. Na przykład w zeszłym roku było w piątek.


*****
Bogdan baraszkował w najlepsze z kochanką, gdy usłyszał, że samochód jej męża wjeżdża na podjazd. Niewiele myśląc złapał swoje ubranie i wyskoczył przez okno, mimo, że na zewnątrz padał deszcz. Traf chciał, że ulicą przebiegał właśnie maraton. Bogdan postanowił dla niepoznaki dołączyć do zawodników.
- Zawsze biegasz nagi? - zapytał go po przebiegnięciu kilku kilometrów jeden z biegaczy.
- Tak. - odparł Bogdan. - Czuje się wtedy naprawdę wolny, a powiew wiatru przyjemnie chłodzi moją skórę.
- To dlaczego biegniesz z ubraniem pod pachą? - dopytuje się sportowiec.
- Po zakończonym biegu mogę od razu ubrać czyste ciuchy. - wyjaśnił Bogdan.
- A zawsze biegasz z nałożoną prezerwatywą? - zapytał zawodnik.
- Nie, tylko kiedy pada.


*****
Mówi Hrabia do sługi:
- Janie, idź podlej kwiaty na dworze.
- Ależ Jaśnie Panie! Przecież pada deszcz.
- To weź parasol.


*****
Morze Północne, lodowaty wicher duje jak cholera. Na pokładzie statku stoi dwóch marynarzy.
- W taką pogodę z gołą głową? Gdzie masz swoje nauszniki?
- Od czasu nieszczęśliwego wypadku już ich nie noszę.
- Jakiego nieszczęśliwego wypadku?
- Kumpel zapraszał na wódkę, a ja nie słyszałem ...


*****
Facet wybrał się na ryby. Wstał bardzo, bardzo wcześnie. Spakował sobie kanapki, wędki i przynęty. Cały ten szajs zapakował do samochodu i wyjeżdża z garażu. Nagle zerwał się ostry i zimny wiatr, zaczął padać deszcz ze śniegiem, ogólnie pogoda pod psem. Facet zawrócił z powrotem do garażu i przesłuchał prognozę pogody - ”... w regionie pogoda fatalna, zimno, wietrznie, opady deszczu ze śniegiem”. W tej sytuacji facet spasował. Wypakował się, rozebrał się i wskoczył do łóżka. Przytulił się do żony i szepcze jej do ucha:
- Straszna pogoda ...
Rozespana kobitka przysuwa się do niego i mruczy:
- A mój mąż idiota jak zwykle na rybach.

*****
Francuz dzwoni do swojego przyjaciela w Moskwie:
- Cześć Iwan, słyszałem, że u was strasznie zimno, minus 50 stopni!
- Nie... Tak zimno nie jest... najwyżej minus 20...
- Niemożliwe Iwan, w CNN pokazywali, że jest u was 50 stopni poniżej zera!
- Pierre, mówię ci, jest najwyżej minus 20, a nie minus 50!
- Przecież sam widziałem w CNN Iwan, reporter stał na Placu Czerwonym i pokazywał termometr, sam widziałem, minus 50 stopni!
- Aaaaaa, no chyba, że na zewnątrz...



Wesołego weekendu!







Skopiowano ze strony: http://potworek.com/dowcipy- potwornie dobre dowcipy!

Lipiec. Na londyńskiej ulicy, w czasie ulewnego deszczu, do Anglika podchodzi zagraniczny turysta i pyta:
- Proszę mi powiedzieć, kiedy u was, w Londynie, jest lato?
- Różnie. Na przykład w zeszłym roku było w piątek.

czwartek, 24 listopada 2016

Taka koniunktura

Ostatnio o niczym innym nie myślę jak o domu. Przeznaczyłam na ten mały remoncik dwa tygodnie, nie wiem jakim cudem ale do 5 grudnia wszystko ma być zrobione i dom przygotowany na prezentację i zdjęcia. A my dopiero jeden pokój zrobiliśmy, a i to nie do końca...
Najważniejsza teraz jest klatka schodowa, czy jak to się tak po polsku nazywa. W weekend musimy się z nią uporać. Potem to już tylko małe wykończenia, czyszczenie, sortowanie, pakowanie, aranżacja wnętrz. Musi się udać. Powiem szczerze, że z coraz większą nadzieją patrzę na to wszystko, oczyma wyobraźni już organizuję wystrój wnętrz do zdjęć, bo przecież to musi jakoś ładnie wyglądać dla potencjalnego kupującego, żeby chciał chociaż przyjść i obejrzeć jak zobaczy ogłoszenie. Wszystko zaczyna mieć w mojej głowie ręce i nogi, żyję teraz niemal zupełnie tym remontem, a cała reszta to tylko dodatek. Zazdroszczę osobom, które nie muszą chodzić do pracy, tyle bym zrobiła jakbym nie musiała... No ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
A w dodatku do wszystkiego, na mojej ulicy pojawił się dom na sprzedaż. W końcu, bo agenci głowy sobie łamali, jak ten dom wycenić, bo normalnie to cena taka-by-była-a-taka, ale ponieważ nie było w okolicy podobnych domów do kupienia od 2008 roku, to nie ma za bardzo do czego porównywać. A teraz, tadam, jest! Tylko musze się pospieszyć, mam nadzieję że tamtego domu nikt za szybko nie kupi, bo lepiej jak jest jakaś konkurencja. Cenę można lepszą uzyskać. Chciałam napisać "wyszaprać" ale ja nie zamierzam nic wyszarpywać, wiem za ile moge sobie pozwolić, dom ma się sprzedać i już.
A wiecie że w Szkocji samo sprzedanie domu kosztuje jakieś 3-5 tysięcy funtów? I ta cena pnie się w górę, w zależności od ceny sprzedaży? A żeby kupić dom, trzeba wywalić kolejne tysiąc pięćset plus podatek. W sumie jakieś kolejne 3-5 tysięcy. Od tych zobowiązań nie ma ucieczki.
Cóż, każdy chce zarobić... A ty jak chcesz mieć, to płać. Taka koniunktura, taki kraj.

poniedziałek, 21 listopada 2016

No i przyszła

Weekend minął pracowicie, całe dwa dni malowaliśmy, naprawialiśmy, ściągaliśmy starą tapetę z kilku ścian i łataliśmy dziury. Dużo jeszcze do zrobienia, ale już bliżej końca niż dalej. Takie zaklejanie dziur w ścianach bardzo mi się podoba, trochę jak pomieszanie zabawy z artyzmem. Wymieniliśmy także zepsutą kuchenkę. Nie wiem jak się na niej gotuje bo jeszcze nie próbowałam, ale Chłopu się bardzo spodobała, bo ma dotykowe przyciski zamiast pokręteł i tajmer na poszczególne płyty, i parę innych funkcji, no to sobie tak stał i dotykał i w końcu rzekł że dla tej kuchenki odkupi ode mnie dom, a nawet się zamieni. No to ja że owszem, zamienię się, ale on sobie będzie tu mieszkał SAM :-) Trzeba mu będzie chyba taką kuchenkę do nowego domu sprawić. Tylko lepszą, bo ta to trochę taka... najtańsza.
A poza tym zima przyszła. W całej Anglii podobno śniegiem posypało, chociaż raz mają gorzej niż my. Bo u nas to tylko na szczęście mróz. Dzisiaj to już przegięło, całe minus dwa. Szyby w samochodzie nawet nie było jak skrobać, bo mgła, która wczoraj się pięknie pojawiła, zalepiła całą powierzchnię jedną grubą taflą. Na pocieszenie jednak zima zmalowała także i takie obrazki:

Okno

 Płot

 Lewe lusterko

Prawe lusterko 

A jak tam u Was dzisiaj? Bo patrzę na pogodę w ajfonie i nie wierzę...

sobota, 19 listopada 2016

Nadchodzą święta

Co roku o tej porze zaczynaja się pojawiać w telewizji reklamy świąteczne. W Wielkiej Brytanii największą popularnością cieszą się reklamy domu handlowego John Lewis. Są niezwykłe, wzruszające i ludzie czekają na pierwsze ich pojawienie się w telewizji, co jest powszechnie ogłaszane, a potem komentowane, na przykład w lokalnych rozgłośniach radiowych. Tegoroczna reklama wygląda tak:


Uważam że jest to naprawdę udana reklama, choć ma swoich przeciwników. Ale tego można było się spodziewać. Zaskoczyła nas jednak reklama lotniska Heathrow. Po pierwsze, nie przypominam sobie żebym widziała kiedykolwiek reklamę lotniska (linii lotyniczych - tak, ale lotniska nie), po drugie - zdaniem niektórych przebija Johna Lewisa. Zobaczcie sami:


Reklamy innych sklepów są już bardziej "normalne", choć oczywiście wciąż fajne. Sainsburys w tym roku jakoś szczególnie mnie nie zachwyca, reklama za długa i zbyt mało czytelna. Ale ich reklama z 2014 roku szczególnie zapadła mi w pamięć i muszę ją Wam tu pokazać, bo według mnie była to reklama roku, oparta na prawdziwej historii. Oto ona:


Która Wam się podoba najbardziej?




piątek, 18 listopada 2016

Humor na weekend

Dzisiaj zamiast tradycyjnych dowcipów kilka perełek z mojego facebooka.
Posortowałam je dla Was tematycznie.
Zapraszam :-)

Ociężale...




Pośmiertnie...



Motoryzacyjnie...



Damsko-męskie...




O głodnych pieskach...



I o Grażynie




Udanego weekendu!


czwartek, 17 listopada 2016

A dzisiaj

Ten wczorajszy obrazek pod postem umieściłam nie bez przyczyny.
Dzisiaj Synuś maluje pokój.
Niech mnie fszyscy śfieńci mają w swojej opiece.
Ament.