wtorek, 8 sierpnia 2017

Post za potrzebą

Minął już tydzień, a ja nie napisałam nic. Miałam niewielkie problemy techniczne z transportem zdjęć do komputera, a jak już przetransportowałam to kłopot z czasem. No bo musiałam przeczytać nową książkę, a potem zaczął się Fringe Festival i zaczął pochłaniać resztki czasu. Na przykład w sobotę, poszliśmy na występy do teatru na godzinę 13.30, a wróciliśmy do domu o 23.30, po drodze zahaczając o dwa kolejne występy i parę innych atrakcji. W dalszym ciągu nie mogę się pochwalić przeżyciami wakacyjnymi w pełni, bo z powodów technicznych zdjęcia mam na innym komputerze, a bloga pisze z innego. To da się naprawić, ale potrzebuję czasu. Tymczasem robię wszystko co mogę i dzisiaj chcę Wam zaprezentować wpis za potrzebą.
Wiadomo, jak się zwiedza to się człowiek męczy, a jak się męczy to mu się pić chce, a jak się napije to potem... No właśnie. Szukanie toalety w obcym mieście, w dodatku obcym państwie, bez drobnych w kieszeni, jest jak poszukiwanie zaginionej arki czy innego Graala.
Przekonałam się o tym już w Oslo, podczas wycieczki rowerowej. Zatrzymaliśmy się w centrum, na głównym placu. Martin, nasz rowerowy przewodnik, rzekł do mnie w te słowa: "A weź wejdź do pierwszej lepszej restauracji, wyglądaj jakbyś piła kawę na zewnątrz, nikt nie zauważy". No to idę. Jenda restauracja zamknięta. Hotel - otwarty, ale do hotelu przecież nie wejdę. Kawiarnia - zamknięta. Następna restauracja też. Przecież jest dziewiąta rano! W końcu zauważam otwarte drzwi, muzyczka gra cicho, nikogo nie widać, bo pracownik przygotowuje stoliki na zewnątrz. Zauważa mnie, podchodzi, a ja przebierając nogami pytam czy mogę skorzystać, bo nie wytrzymama a nigdzie nie ma. Ten uśmiecha się i wskazuje gdzie mogę skorzystać. Miły człowiek. Inny uczestnik wycieczki nie ma tyle szczęścia, bo polazł w inną stronę i niczego nie znalazł. "To idź pod krzak" - polecił mu Martin.

Kibelek w restauracji Paleet na Karls Johan Gate w Oslo.


Potem już było łatwiej. W Norweskim Muzeum Historii Kultury na Museumsveien 10 toalety są koedukacyjne. Na szczęście nie ma w nich pisuarów :-)


A w Barze Lodowym na Kristian IV's Gate 8-12 w Oslo, wychodek kusi takimi wrotami:


A w środku, w lodowym nastroju. Ładnie. 


Kłopoty zaczęły się w Gdańsku. Każda ubikacja płatna. 3 złote, 5 złotych. A u nas kasy nie niet. W końcu rozmieniam dwadzieścia funtów w kantorze, nawet proszę żeby pan mi dał dwuzłotówki,  to dał parę, aż się zdziwiłam bo nie warknął. Się nie uśmiechnął również, ale już jakiś postęp. Mówię do Chłopa, że jak już postanowiliśmy pojechać do Sopotu (ho ho ho! no właśnie!) to na dworcu się za darmo wysikamy. A nie nie nie, proszę państwa, na dworcu również płatne. No to mówię, w pociągu to zrobimy. Ha ha ha! W Szybkiej Kolei Podmiejskiej! Oczywiście się nie wysikaliśmy. 
W Sopocie bardzo chciało mi się kawy, ale wszystkie kibelki wzdłuż promenady płatne, a ja z oślim uporem, że jak piję kawę to siku ma być za darmo. Pochodziliśmy troszkę po brzegu, pomoczyliśmy odnóża i  postanowiliśmy w końcu poszukać jakiejś kawiarni. Bo bardzo mi się już chciało tej kawy. Jako że wybredna jestem, weszliśmy do takiej jednej otwartej, na ulicy Królowej Jadwigi 5. W środku żywej duszy. No ale czego się spodziwać w polskiej kawiarni o dwunastej w południe, w dodatku w lecie w kurorcie nadmorskim.  W każdym razie, klimat nam się spodobał, a kibelek wyglądał tak:



A sama kawiarnia była przeurocza, więc muszę, ach muszę Wam ją pokazać. 




My zasiedliśmy na zewnątrz. Pod drzewem. I pod cudzym balkonem. 


Kawa była przepyszna, herbata też, a sernik cytrynowy. I to wszystko za jedyne 32 złote!


Trochę się obawiałam, jak to będzie z ubikacją w Rosji, ale poza wielkimi kolejkami w damskich toaletach (nie wiem dlaczego, ale zawsze są kolejki w damskich, a w męskich nigdy, pewnie dlatego Norwegia rozwiąząła sprawę) nie było żadnego problemu. Oczywiście byłam tylko w takich dla turystów, więc nie wiem do dzisiaj czy takie publiczne to wciąż sławojki lub zwykła dziura i dwa patyki, czy też takie coś jak na załączonym poniżej obrazku, w restauracji na Nagornej Ulicy 9 w St Petersburgu, która to restauracja nawet szyldu nie miała, tak bardzo była turystyczna: 


Albo taka w wykwintnej restauracji na Pierieułku Dżambula, którą panie przyjęły trochę sceptycznie, albowiem nieco przezroczyste drzwi były. 


Choć z wewnątrz, rzeczywiście, nic nie było widać. 


Albo taka na przykład, w słynnej restauracji Jamiego Olivera tuz obok Kościoła Na krwi, do której trzeba było wejść podstępem a potem uciekać. 



W Helsinkach korzystałam podwójnie. Raz w skansenie Seurasaari, gdzie ogólnie był syf, ot taka zwykła ubikacja jak na starego typu polach kempingowych. Za to z fajną instrukcją :-)


W samym centrum za to, w centrum handlowym Stockmann na Keskuskatu 3, po raz pierwszy miałam do czynienia z automatem do ręczników lnianych. Papierowych ręczników nie było.

   

A to zdjęcie zrobiłam nie po to, żeby pokazać pojemnik na podpaski, tylko strasznie mi się spodobało co tam jest napisane. Chociaż nic a nic nie rozumiem :-)


Największy problem mieliśmy  w Sztokholmie. Wszystkie toalety płatne. Nawet te w muzeach i galeriach. A my oczywiście bez pieniędzy.
 

Musieliśmy pójśc napić się kawy na Hotorget 12-12a i tam było za darmo, ale na specjalny kod. Wcale nie za czysta toaleta, taka zwykła, więc nawet zdjęcia nie robiłam bo po co. 
W Karlskronie było za darmo w Centrum Handlowym Trosso na Arklimastaregatan 46C, ale też nie za pięknie:



Za to zauroczyły mnie kopenhaskie podziemne publiczne darmowe kibelki, jak ten na Pilestrade 37. Czyściutkie, zadbane. 


Jednak najlepszym bez wątpienia był kibelek niemiecki, którego zdjęcia niestety nie mam, a który mieścił się w restauracji Maximilians na Kronenstrasse 63-75 w centrum Berlina. Wszystko automatyczne, jedyne co dotykasz to papier toaletowy  i własna dupa. A najlepsze było czyszczenie deski, która obracała się na muszli, wykrzywiając przy tym z jaja w kółko i z powrotem. Automatyczna woda, automatyczne mydło i papierowe ręczniki też na sensor. 
Nawet kibelek w hotelu Hilton na Lustgarten nie był taki nowoczesny :-)

No to do następnego wpisu!


19 komentarzy:

  1. Matko, w tym ponurym bunkrze przy Królowej Jadwigi 5 sik by mi zamuliło na mur-beton!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wez nie przesadzaj! Zrobiony na wintage z klimatem. Kiedy sobie pomysle i uzmyslowie, ile roznych dup przesiadywalo na tych wszystkich deskach, ile rozmaitych zarazkow hula sobie po nich w najlepsze - to nigdy w zyciu nie siadam, a nawet sie nie zblizam do obcych desek, a drzwi do przybytkow otwieram lokciem.

      Usuń
    2. Z tego to wlasnie powodu, ze trza na Malysza i w dodatku z podkladkom, to ja nigdy, ale to przenigdy nie jestem w stanie zrobic czegos grubszego w publicznych przybytkach. Z powodów akustycznych tez co prawda :-)
      A w tamtym kibelku bylo czysciutko, chociaz wlezlismy razem i robilam przy otwartych drzwiach bo sama sie balam.

      Usuń
    3. Nie wiem, co to jest wintage, ale jak jest ciemno i ponuro, to wygląda jak kazamaty jakieś i ja spierniczam w podskokach.

      Usuń
    4. Proszsz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Vintage

      Usuń
  2. A ja myślałam, że Wy zabytki zwiedzaliscie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Co kraj to inne obyczaje, ciekawie się czytało...
    Nie siadam w publicznych i tez ostrożnie się poruszam...
    Ale że Szwedzi każą płacić za toalety to nie wiedziałam ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W lokalach sie nie placi, ale skorzystac nie mozna, jak sie jest klientem to sie dostaje kod do kibelka na rachunku. Zeby skorzystac musisz wbic kod, albo poczekac az ktos wyjdzie i skorzystac z jego uprzejmosci ;-)

      Usuń
  4. Te niemieckei samoczyszczące sie to na każdej stacji bezynowej na autostradzie, oczywiscie za opłatą :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas za oplata to sa tylko takie w samoczyszczacych budkach, i tu wejscie za darmoche po kims sie nie sprawdza, bo jest zaprogramowane tak, ze po skorzystaniu, otworzeniu drzwi i ich zamknieciu cala powierzchnia jest zmywana woda z jakims srodkiem (jak mowie cala to mam nam mysli wszystko, lacznie z sufitem) i szybko osuszana, wiec nastepny klient po wrzuceniu pieniazka zawsze ma czysty zdezynfekowany kibelek. No chyba ze wejdzie za darmo, kiedy poprzednik wlasnie wyjdzie. Wtedy owszem, ma za darmo, lacznie z myciem i dezynfekcja odziezy :-)))

      Usuń
  5. No to sie "osikalas" po calym swiecie:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Wpis jak najbardziej uzasadniony, to jest miejsce, do którego najczęściej zagląda się na turystycznych szlakach, gdzie by człowiek nie był i czego by nie zwiedzał. Poza tym i ja często oglądam te toalety różne i porównuję sobie. Mało tego do niektórych dużych sklepów lubię chodzić, bo mają toalety zadbane, a do innych już niechętnie, bo w wc mają syf. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez mam "swoje" toalety w miescie. Niestety tak jestem skontruowana, ze potrzebuje czesciej wiec chyba dlatego mam na tym punkcie malego fiola. Moze powinnam zmienic kariere na babcie klozetowa :-)))

      Usuń
  7. Helsinki. Nie znalas tego urzadzenia z recznikami 'lnianymi'. Tu ich pelno. Same sie wciagaja zostawiajac czystaq czesc. Sa biale lub mocno granatowe. Czasem tak swoim glosem wystrasza, ze tylko brac nogi za pas i wiac. Sa tez taklie odlotowe toalety gdzie nie widac ani mydla w plynie ani kurka na wode, ani nawiewu do suszenia rak. Wszystko jest ukryte pod lustrem i dziala na fotokomurke przy przygladaniu sie pryszczykowi na nosie. :DDDD Te najbardziej lubie. Samoobsluga.
    A to co nie zrozumialas to w trzech jezykach jest obowiazkowo, czasem jeszcze po rosyjsku: 'Prosze bardzo i wrzucajcie podpaski i tampony do tego urzadzenia sanitarnego aby nie zatykac (przypadkiem) rur kanalizacyjnych.' To w damskich 'kibelkach'. W meskich jest urzadzenie z kondomami do pobrania za oplata. :DDD
    Nie moglas sie pochwalic, ze sie wybieracie do Helsinek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, to co tam napisane to ja doskonale wiem, tylko ten finski taki smieszny jest, a w napisach jeszcze bardziej :-))) U nas tez sa takie ukryte mydelka, krany i nawiewy w niektorych centrach handlowych i Makdonaldach, a nawet takie wykrecane reczniki szmaciane, ale automatyczne widzialam po raz pierwszy.
      Chyba toalety to moj bzik :-)))

      Usuń
  8. Cudne, jaki fajny pomysł, a jakie ciekawe!

    OdpowiedzUsuń