Migunia





Migawka albo Migotka czyli Migusia, czyli po angielsku Meegie (żeby nie było, coś w książeczce trzeba wpisać), przybyła do naszego domu w połowie listopada 2012 jako 9-tygodniowe kocię. Niby podrzuciliśmy naszemu starszemu kotu, Tigusiowi, piątą kolumnę, ale i tak mała z biegu podbiła wszystkie serca.
Patrzę teraz na to zdjęcie sprzed dwudziestu miesięcy i patrzę, i nie widze różnicy nic a nic. Moja kochana Migunia - na zawsze dziecko.

28 lutego 2013 roku to Wielki Dzień Migusi, czyli OPERACJA. Jako że sterylizaja zwierzaczka to dla nas wszystkich w domu coś nowego, postanowiłam zamieścić tutaj Dziennik Sterylizacji.

Środa 27 lutego
Godz. 18.00 - Migusia zjadła ostatni posiłek, saszetkę kurczaka Felix dla kociaków. O tej godzinie kocie miski zostały opróżnione z resztek mokrego jedzenia, miski z suchym zostały schowane.
Godz. 20.00 - Migusia zasnęła w sypialni na górze, więc po zamknięciu pokoju w razie czego Tiguś dostał swoją porcję suchego żarcia do dopełnienia. Zwykle to on dojada tak sobie przez całą noc, ale w tej nietypowej sytuacji... cóż, niestety, post.
Noc - jak zwykle, generalnie bez ekscesów, Tiguś przyszedł o piątej żeby go wypuścić, w Migusię wstąpił diabeł.
Czwartek 28 lutego
Godz. 5-6.30 - Migusia szaleje. Może pełnia, może udzieliło się jej moje zdenerwowanie, po prostu jest nieznośna, spać nie daje nic a nic.
Godz. 6.30 - Zamykamy Migusię w sypialni na górze, Tiguś dostaje żarcie jak zwykle, potem zdziwiony patrzy na miejsce gdzie przed chwilą stała miska. Niestety, znowu została schowana.
Godz. 6.45 - 8.30 - diabełek szaleje. Biega, skacze, atakuje Tigusia non stop. Widać że jest zaniepokojona, bo coś jest nie tak. No właśnie, jedzenia nie ma. Człowieki jedzą, a ona nie, jak to? Chyba dlatego właśnie aby zabić stres i głód, dokazuje jak nigdy przedtem.
Godz. 8.30 - pakujemy Migusię do transporterka, książeczka zdrowia do torebki, i pojechali.
Godz. 9.00 - u weterynarza długa kolejka czekających emerytów ze swoimi pieskami. My oczywiście zostajemy załatwione poza kolejnością. Lekarka objaśnia mi w skrócie na czym polega zabieg, podpisuję stosowne dokumenty, zostawiam biedną Migusię pod opieką doświadczonych ludzi. Mam zadzwonić o 15.00. Jadę do pracy. W pracy nie mogę się skupić. Czekam na piętnastą.
Godz. 14.58 - dzwonię. Pytają jak kot ma na imię, mówię że Meegie, czyli Migi, pani pyta jeszcze raz, powtarzam. Pani - Ok, pójdę i zobaczę jak Miki się czuje. Haha! Przychodzi inna pani do słuchawki i mówi że ON czuje się dobrze i że najlepiej jak przyjadę po NIEGO po czwartej. Kurde, to Migusia jest chłopczykiem???
Godz. 16.10 - przyniesiono Migusię w transporterku. Pani weterynarz wyjaśniła mi gdzie jest blina (po lewej stronie bo zawsze tutaj robią kotkom po lewej stronie), że ma 3 szwy i że nie liże na razie, a jak zacznie lizać to żeby natychmiast przyjechać po kołnierz. No i że na razie jest pod wpływem leków przeciwbólowych, które powinny działać do 24 godzin, a potem to już powinna wrócić do siebie. Mogę jej dać jeść odrobinkę, potem więcej. Migusia jest spokojna, siedzi, drapie transporterek od czasu do czasu.
Godz. 16.30 - już w domu. Migusia początkowo nie wychodzi z transporterka, po czym z niego wyskakuje i biegnie do klapki w drzwiach. Zachowuje się jak lunatyk, nic do niej nie dociera, wskoczyła na blat w kuchni, mało zawału nie dostałam. Dobierała się do miski Tigusia więc nałożyłam jej odrobinkę ulubionej karmy do jej miseczki, zjadła.
Godz. 17.00 - 18.00 - Migusia torpeduje klapkę w drzwiach, wita się z Tigusiem, po czym wchodzi do transporterka i siedzi tam jakiś czas. Próbuje polizywać ranę, ale jestem koło niej cały czas więc nie pozwalam. Próbuje chodzić po domu, nie zatacza się, ale widać że ma problemy z koncentracją i nie jest po prostu sobą. Nie chce żeby ją głaskać.
Godz. 18.20 - Migusia wskoczyla na parapet, podścieliłam jej kocyk, zasnęła. Na razie sobie śpi.
Wieczór, ok. 22.00 - Migusi odżyła dupcia zupełnie, gania, skacze, szaleje, szarpie się ze swoimi szczurami, walczy z dywanikiem. Od czasu do czasu polizuje sobie okolice rany, wtedy szybko ją czymś zajmujemy, ale na ogół jej nie przeszkadza. Stoczyła już dwie gonitwy z Tigusiem, ale za każdym razem jak do niego podbiega serce staje mi w gardle. Przecież mógłby jej te szwy porozrywać. Mała dziwnie wygląda z wygoloną sierścią, ale teraz przynajmniej możemy ją obejrzeć w przekroju. Sierść oczywiście. Włosy do połowy srebrne, od połowy czarne. Ech, jakoś przeżyć tę noc. Jutro zostaję w domu żeby jej doglądać. Ale się zastanawiam czy na pewno trzeba jej będzie doglądać, jednak boję się o te szwy...
Piątek 1 Marca
Rano - Migusia przespała część nocy w transporterku, część zaś szalała za Tigusiem. Który tak nawiasem mówiąc warczał na nią co chwilę, pewnie miał jej już dość. Dziwna była ta noc, bo po raz pierwszy od kiedy do nas przyszła, Migusia nie skakała po nas od czwartej rano. Nie skakała w ogóle po łóżku. Może dlatego że Tiguś na nią warczał.
Diabełek ciągle w niej siedzi, skacze, biega, drapie, włazi gdzie się da, wydaje się nie zwracać uwagi na ranę ani na szwy. W dalszym ciągu nie chce się głaskać, ale o nogi się ociera. Boję się tylko jak się ociera tą wygoloną stroną ze szwami. Ona się nie boi :-) Je już normalnie. Jest też pierwsza qpka!
Popołudnie - Migusia jest już w pełni sobą. Śmiesznie wygląda z tym wygolonym boczkiem. Troszkę zdjęć:




Rana na razie w porządku, szwy nie tknięte. Jutro jedziemy na kontrolę :-)


Sobota, 2 Marca, a także Niedziela.
Rano byliśmy z Migusią u weta na sprawdzeniu szwów. Mała wskoczyła do transporterka chętnie, przecież często teraz w nim śpi. U weterynarza nie za bardzo chciała z niego wyjść, więc wszystkie niezbędne zabiegi, łącznie z mierzeniem temperatury w doopce, miała przeprowadzane w transporterku. Bardzo dokładnie ją badają, przez te szmery na serduszku które miała wcześniej, nawet się o nie nie zapytałam, tak byłam przejęta. Będę musiała się zapytać jak pójdziemy na ściąganie szwów. Na razie Migusia nie zwraca uwagi na szwy, nie liże tam, bawi się z Tigusiem jak zwykle i nawet już zrezygnowała z dobijania się do klapki kociej. Wszystko ładnie się goi, jak ją nawet boli to nie pokazuje tego po sobie, mniej troszkę je, ale to chyba w porządku. Goła skóra tak jej się śmiesznie marszczy jak się rozciąga, sierść już powoli zaczęła chyba odrastać.
Jako że wszystko w najlepszym porządku i w zasadzie nic się w życiu Migusi nie zmieniło, dziennik sterylizacji przestaje być dziennikiem, a informacje będę ewentualnie zamieszczać jak się coś zmieni. No i po ściągnięciu szwów.
Sobota, 9 Marca
Ściągnięcie szwów. Migusia wskoczyła do transporterka. przejechała się samochodem, wylazła z transporterka w gabinecie weta, pokręciła się i pomarudziła jak jej pan wyciągał trzy szwy, sekund pięć i było po wszystkim. Troszkę się niepokoiłam bo dzień wcześniej wyczułam pod cięciem jakieś zgrubienie, ale pan Google mi wyjaśnił że to jest OK. Weterynarz potwierdził, po prostu mięśnie się goją i zarastają. Jakby się coś sączyło, urosło, bolało, to co innego, ale mała na to nie zwracała uwagi przy dotknięciu. Lekarz pochwalił pacjentkę za waleczność, pozachwycał się jej mikrym wyglądem (nie, nie jest mała jak na swój wiek, to po porostu jeszcze mały kotek) i wypisał pacjenta. Migusia już zarasta sierścią, a z operacji została tylko mikroskopijna kreseczka.
I tak kończy się pamiętnik sterylizacji Migusi.



Poniżej chronologiczny spis wszystkich wpisów o Migusi:

Kotki dwa - czyli pierwszy dzień Migusi w naszym domu
Duży i Mała - o tym jaka jest Migusia w porównaniu do Tigusia
Idzie ku dobremu - czyli kolejny wpis z dziennika dokocenia
Na szczęście, czyli jak nam mała zachorowała
Codzienny Dziennik Dokocenia - jak w tytule
Integracja - jak poprzednio
To niech będzie Migawka - czyli jak nadaliśmy małej imię
Miłości nie ma - o integracji ciąg dalszy
Maleństwo i kuku-działanie - o pierwszej szczepionce
Gdzie te koty nie wlezą - no właśnie...
O Tigusiu cd. - parę zdjęć Migusi też tu jest!
O plecach i wielkim świecie - dlaczego nie poszłam do pracy i przez co wygląda Migusia
Wmłócę wszystko a resztę zakopię - poranne monologi Migusi
Zmagania edukacyjne Migusi - jak w temacie

9 komentarzy:

  1. Z ostatniego zdania uśmiałam się do rozpuku ;) ale tak właściwie to Migusia teraz już jakby kobietą w 100% nie jest więc może coś w tym jest??? :)
    Kciuki za Migusię trzymam i Jej Człowieków aby szybko wszystko się pogoiło i poszło w niepamięć.

    OdpowiedzUsuń
  2. To co napisałaś o głaskaniu potwierdza to co mówi mój weterynarz, że nie wolno głaskać zwierząt po narkozie i starać się unikać dotykania, bo podobno (naukowo udowodniono), że każde bodziec dotykowy jest zwielokrotniony i odbierany wręcz mocno boleśnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz już z każdym dniem będzie lepiej. Cudownie że z niej taki diabełek, ale lepiej żeby teraz tak nie szalała. Moja wet uważa, że nie trzeba dawać śr. przeciwbólowych własnie po to, aby nie szalały. Tylko w pierwszej dobie, potem, juz nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe jak się czuje rekonwalescentka...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakiś nowy sposób sterylizacji? Moje trzy kotki miały malutkie wygolenia na brzuszkach, a szew taki, że tylko na jego dwóch końcach było widać supełki. O takie coś:
    http://miau.pl/edu/
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Joanno, w niektórych klinikach w Polsce też już się tak sterylizuje. Nacięcie jest boczne bo jest bezpieczniejsze dla kota, nie przeszkadza w skakaniu i lepiej się goi. Oglądałam stronę którą mi podałaś już dużo wcześniej i zapewniam cię, Migusia ma znacznie mniejsze nacięcie niż te na zdjęciach ze strony, a i wygolenie jest też troszkę mniejsze. Szew nie jest "na okrętkę", są to po postu 3 pojedyncze maleńkie szwy,

      Usuń
    2. Iwonko, dziękuję za odpowiedź. Nie miałam dotąd pojęcia o takiej metodzie. Co prawda nowych kocich domowników nie przewiduję, bo mam ich pięć, ale kto to wie :).
      Joanna

      Usuń
  6. Moja kita miała sterylkę w jeszcze inny sposób zrobioną. Co prawda ranka na brzusiu ale bezszwowa i tylko na centymetr.
    Dostała kaftanik w którym chodziła i nie mogła lizać ranki, a tym bardziej drugi kot jej tam bezpośrednio nie dotykał.
    I miała totalny zakaz przez 7 dni wskakiwania i zeskakiwania np z kanapy. Musiałam ja pilnować .
    Wszystko się świetnie zagoiło i szybciutko .... post "Jak dobrze mieć brata" z lutego.
    Zdrówka i długiego życia dla Migusi :-))))

    OdpowiedzUsuń