poniedziałek, 12 marca 2018

Dzisiaj rano na stołówce

Wchodzi dziś rano Chłop do sypialni.
- Nakarmiłem zwierzęta.
- Aha... - otwieram oko, bo światło wpuścił i oślepiło mnie zletka. No normalne, codziennie rano karmi zwierzęta, więc czym się tu podniecać.
- Właściwie... to nakarmiłem trzy zwierzęta.
- Co? Jakie trzy?
- No trzy. Migusia nie za bardzo chciała jeść, jak zwykle, ale w sumie to nakarmiłem trzy.
- Koty??? - oczyma wyobraźni widzę już stadko kotów, które jakoś ktoś do mojego domu podstępem wpuścił. A może klapka się zepsuła i ten tego. Migusia se nażyczonego przyprowadziła znowu czy coś. W końcu marzec.
- Dwa koty. I mysz.
- Mysz???!!! - obudziłam się natychmiast i gotowa do pościgu tudzież zakładania pułapki z masłem orzechowym i czekoladą, bo wiadomo, że to myszy lubią najbardziej, zerwałam się z łoża.
- Ale poczekaj...

A było to tak.
Wchodzi sobie Chłop rankiem do kuchni, jak zwykle, po drodze zabierając ze spożarni pod schodami saszetkę. Tylko jedną na półtora kota, bo je odchudzamy, a zresztą suche jedzenie i tak zawsze dostępne mają a Migusia je tyle co pół kota. Wchodzi więc sobie Chłop do tej kuchni, a Tiggy za nim. Z pyskiem do góry, wpatrzony w saszetkę jak w obrazek, wiadomo. Nagle Chłop słyszy jakiś szelest. Zdziwiło go, jak kot stojący przy nodze i toczący ślinę po podłodze może wydawać jednocześnie odgłosy chrupania i to w odległości kilku metrów. Popatrzył ten mój Chłop w stronę dźwięku, a tam... w kociej restauracji stołuje się właśnie w najlepsze, wyżerając kocie suche żarcie, mały szary mysz. I co zrobił Chłop? Położył miskę z jedzeniem obok. A co zrobił kot? (Jeden, bo drugi to ma zazwyczaj w odwłoku żarcie i gania po schodach walcząc z własnym cieniem) Otóż kot podążył za miską i tak stali sobie obaj i żarli obok siebie - mysz i kot (bo przecież nie Chłop). Oto do czego doprowadza głód... ;-)

P.S. Mysz został złapany i wypuszczony na wolność za płotem. Przynajmniej głodny nie wyszedł.

 (foto - to nie mój kot i nie mój mysz)

22 komentarze:

  1. A skad wiesz, ze to byl mysz, a nie mysza? Czyzby Chlop jej/mu pod ogon zajrzal?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego nie? Co to, zawsze musi być baba? :-)))

      Usuń
    2. Masz racje, skoro to taki pasozyt, ze kotom wyzeral, na pewno byl myszem. Bo mysza sama by ugotowala obiad.

      Usuń
    3. No, i jeszcze by pozmywala po sobie :-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ale ze co? Ze dal sie najesc zanim wyniosl? :-)))

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak.

      Usuń
  3. I po co zlapal i wyniosl? Moze by sie zwierzatka zaprzyjaznily?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze i zwierzatka tak, ale z czlowiekami to by bylo raczej niemozliwe :-)

      Usuń
  4. Widać koty dobrze odżywione, skoro na myśl im nawet mysz nie przyszła :).
    Moja kosi myszy zawsze, nie wyobrażam jej sobie w takiej scence. Chociaż pewnie jeszcze niejedno mnie w życiu zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytaszczyli do domu, to chyba im jednak na mysl przyszla. Ale wazniejsze rzeczy sa na tym swiecie niz jakas gupia mysz, na przyklad micha z tunczykiem :-)))

      Usuń
  5. O matko, to ty masz jakieś myszy hodowlane , mogłaś zostawić...
    Fajna historia :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w zyciu! Nie pisalam o tym, ale niedawno mielismy przygode taka, ze az musialam pulapke na myszy zakupic. Humanitarna oczywiscie :-)

      Usuń
  6. Byłam świadkiem jak myszka uratowała swoje życie. Kotka przyniosła kociętom mysz w celu nauki łowienia. Myszka bynajmniej nie miała zamiaru zginąć. Opuszczona przez kotkę na trawę, rzuciła się na nią gryząc w nos. Zrobiła tak kilka razy, wprawiając tym atakiem kotkę w zdumienie. Pewnie nie miała do czynienia z taką wojowniczą myszą. Wreszcie myszka tak mocno wbiła się zabkami w koci nos, że kotka majtnęła łebkiem żeby się uwolnić. Tego było myszce potrzeba, puściła koci nos, upadła w trawę i uciekła. Kotka siedziała zdumiona przez jakiś czas. Ciekawe czego nauczyły się kocięta?:-)
    Dziwny jest ten świat:-))
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez podobny przypadek widzialam. Ptak tez jak najbardziej potrafi zaatakowac, jak sie nie za bardzo przestraszy.

      Usuń
  7. Eeeeee, no to jakieś jaja są.
    I wbrew naturze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej wbrew. Ale co ja moge :-)

      Usuń
  8. Więc jednak cuda się zdarzają...i to w biały dzień!;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cuda to raczej nie, juz kiedys sie podobny przypadek zdarzyl u mnie w domu. Koty mam takie durne, ot co.

      Usuń
  9. Umarlabym na sama wiesc o tym:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie juz przyzwyczailam. Ale pajonkow sie panicznie boje. Tych z grubymi owlosionymi nogami, bleeee....

      Usuń
  10. Jak pięknie. Jak pięknie narysowany obrazek.

    OdpowiedzUsuń