czwartek, 4 maja 2017

No i stało się

Ostatnia noc była pierwsza spędzona w nowym domu. Powiem szczerze, że rano byłam zachwycona. Ale zanim do tego doszło, to od piątku pracowałam fizycznie tak intensywnie, że pójście dzisiaj do pracy odebrałam jako nagrodę i możliwość odpoczynku.
Już dokładnie nie pamiętam co i kiedy było, w każdym razie pierwsze odczucia po odebraniu kluczy w piątek były bardzo ambiwalentne. Obejrzeliśmy wszystko dokładnie, trochę pozmienialiśmy plany co do zagospodarowania pomieszczeń, potem jeszcze raz dokładnie wszystko obejrzeliśmy. W sobotę pojechaliśmy na zakupy. Trochę nam zeszło, jak to na zakupach, a kupowaliśmy tylko farby i parę rzeczy do malowania. No ale pooglądaliśmy sobie różne propozycje wystoju wnętrz, zaczerpnęliśmy trochę inspiracji i w ogóle zorientowaliśy się w przemyśle wystroju wnętrz. Poprzewoziliśmy trochę pudeł i tyle. Planowane na piątek zaklejanie dziur w ścianach musiałam odłożyć do niedzieli, bo najpierw trzeba było ze ścian powyciągać gwoździe i śruby. A śruby to oni mieli! Dwumetrowe! Myślałam, że mi ręce poodpadają z tego wykręcania, ale chciałam zrobić to jak najszybciej, a co cztery ręce to nie dwie. W niedzielę więc pozaklejałam dziury w ścianach, a potem to naprawdę nie wiem co i kiedy. Ja pomalowałam sufit w salonie i zawoskowałam całą podłogę na dole, żeby było gotowe przed przyjazdem mebli, a Chłop woził i układał spakowane pudła, a także pakował swój dobytek.
W poniedziałek przewieźliśmy meble i wszystko, co się dało przewieźć. Vanem obracaliśmy trzy razy, na szczęście mieliśmy pomoc w postaci mojego syna, który nie omieszkał upuścić drogocennej kolumny z kina domowego, czym spowodował ułamanie dwóch śrubek, które potem skleiłam i na razie się trzyma, tak że życia nie stracił, a mógł bo wkurzyłam się trochę. No ale to szczegół, bo wszystko poszło zgodnie z planem, a jego pomoc była naprawdę nieoceniona. Poza tym, synowi bardzo spodobał się dom. Nawet kolor na ścianach holu - według niego wchodzi się na górę jak do nieba. Spojrzałam i rzeczywiście, kolor dokładnie taki sam jak niebo widziane przez okienko. Ale nieba nie będzie, bo przewidziana jest zmiana.
A potem to już nie wiem. W każdym razie, pomalowałam i przygotowałam naszą sypialnię, pomalowałam i przygotowałam kuchnię i spiżarnię, wypucowałam urządzenia kuchenne, a takiego u*ebanego (przepraszam za wyrażenie, ale nie ma w języku polskim odpowiednika, który by się bardziej nadawał) piekarnika, jak tam był, to jak żyję nie widziałam i pewnie jużnie zobaczę i Wy pewnie też nie. No ale przy pomocy środków chemicznych i różnych technik ścieralniczych doprowadziłam do tego, że piekarnik wygląda jak nowy. Z czego jestem dumna niesłychanie. Szafki kuchenne jeszcze nie zostały zatwierdzone przeze mnie do użytku, zanim pozwolę na umieszczenie tam naszych rzeczy, zostaną wydezynfekowane i potraktowane myjką parową, bo to nigdy nic nie wiadomo.
Nie zrozumcie mnie źle, oprócz piekarnika dom nie był jakiś zasyfiony, normalnie jakby ktoś chciał to mógłby się sprowadzić z marszu, student na przykłąd to by się jeszcze cieszył, że tak czysto. Ale mnie denerwują takie na przykład detale jak usyfione w środku ramy okienne, poplamione listwy przypodłogowe czy brud pod spodem kranu (czyli tam gdzie nikt nie widzi). Ale sprzęt mam to sobie spokojnie cały dom powoli doprowadzę do zgodności z moimi standardami.
Wtorek wieczorem po kolacji skręciliśmy nowe łóżko, na które położyliśmy nowy materac i łomatko, jaki komfort! Materac jest po prostu boski. Osobiście długo nie wybierałam, bo jak tylko go zobaczyłam to wiedziałam, że chcę go mieć, ale musiałam Chłopa przekonać (szczególnie do ceny, choć Tempur to nie jest). A teraz mi jest wdzięczny, bo komfort spania i nie tylko, jest naprawdę niesamowity. Jeszcze czekam na moje świeżutko zamówione poduszeczki i kołderkę z pierza gęsiego i już będzie komplet. Na razie spaliśmy pod starą.
No i słowo o kotach.
One chyba wiedziały. We wtorek były jakieś nieswoje, no ale zrozumiałe, bo przecież mebli już prawie nie było, zostało tylko łóżko i kanapa. Miały co prawda trochę pudełek, różnych kocyków i innych miękkich szmat porozrzucanych na podłodze, ale to nie było to. W środę nawet za bardzo nie protestowały, jak je upychałam do transporterków. W drodze wcale nie płakały. W nowym domu dostały swój pokój, z łóżkiem i całym sprzętem, to znaczy z drapakami miskami do jedzenia i fontanną do picia, mają łazienkę z kuwetą tylko dla siebie, żyć nie umierać. Natychmiast zaczęły zwiedzać, nawet mi po kolei zwiały do ogrodu, ale złapałam i zaniosłam z powrotem. Wychodzenia jeszcze nie będzie. W ciągu dnia zwiedzały, za każdym razem wynajdując coś ciekawego. Są bardzo nieufne jeszcze i niespokojne, ale nie tak bardzo jak były w domu Chłopa. Jak do tej pory nie odkryły jeszcze drugiego piętra, to znaczy patrzą na górę ale nie wchodzą. Śmieszne to, jakby miały zakodowaną granicę, że świat składa się z jednego piętra, a powyżej jest już samo zuo. W każdym razie nam w to graj, bo sypialnię mamy na samej górze. Trzeba tylko uważać z otwieraniem drzwi do ogrodu, ale znaleźliśmy proste rozwiązanie - zamykać drzwi do kuchni. Tak że na razie koty sobie trochę zwiedzają i trochę śpią. Wczoraj na zmianę spały jedno na łóżku pod kocami, drugie w kocim domku, a potem drugie w kocim domku a jedno na łóżku pod kocami. Dzisiaj rano pierwszy sukces, bo Tiggy leżał NA kocu zamiast POD. Czyli jest spokojniejszy.


Dzisiaj ma być zamontowana kocia klapka. Mam nadzieję, że się udało i że tam będzie jak wrócę do domu. Zawsze to już mniej stresu. Bo że koty zaadoptują się znacznie wcześniej niż u Chłopa, to ja nie mam żadnych wątpliwości.

I to by było tyle nowości. Najważniejsze, że po dwóch dniach uczuć mieszanych oboje zdecydowaliśmy, że kochamy ten dom. Choć tyle jeszcze w niego pracy włożyć trzeba, szczególnie w ogród. Ale damy radę. Kiedyś tu będzie ładnie :-)




5 komentarzy:

  1. Jestem żywo zainteresowana dwumetrowymi śrubami. Chętnie zobaczyłabym takie na żywo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One w miare wykrecania sie robily coraz dluzsze i dluzsze, niektore dochodzily nawet do pol kilometra ;-)

      Usuń
  2. Widzialam kawaleczek "niebianskiej" klatki schodowej, ale moze bys tak ciepnela troche wiecej tych zdjec PRZED i PO oraz W TRAKCIE. Lozkiem tez sie pochwal.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje, prosimy o zdjęcia!!!

    OdpowiedzUsuń