czwartek, 23 lutego 2017

Plany (nie moje)

Ludzie, którzy kupili ode mnie dom, przyszli wczoraj z fachowcem żeby pomierzyć wszystko. Za to, że byłam taka miła i udostępniłam im chałupę do mierzenia, dostałam butelkę białego wina. No i fajnie. Cóż ja miałam począć, chodziłam tylk odyskretnie i się przysłuchiwałam.
Widzieliście kiedyś babę z wizją?
No to ja widziałam.
Widziałam jak stała w mojej kuchni i opowiadała co widzi. Otóż widzi ścianę kuchni przesuniętą o metr w stronę jadalni, a ścianę do salonu wyburzoną, zresztą wszystkie ściany oprócz tej jednej będą wyburzone i powstanie jeden wielki open plan. Z dwumetrową wyspą w miejscu kuchni, koniecznie. Tam gdzie jadalnie, będzie pokój, jak ona to nazwała, odpoczynkowy. Żeby mieli gdzie też wpakować ewentualnych odwiedzających. W miejscu gdzie jest komórka pod schodami, zamierzają zrobić ubikację. Na moje pytanie, czy da się zrobić w tym miejscu ubikację (bo moim zdaniem się nie da), fachowiec z Polski oznajmił, że wszystko się da. No cóż, nie znam się, może i można dziury w betonie kuć przez cały dom żeby rury zainstalować. Góry na razie nie będą robić, kasy nie mają aż tyle. Po kafelki facet jedzie do samiuśkiej Polski. Ja tego nie komentuję, może w Polsce ładniejsze, nie znam się. Może tańsze. Ale transport też kosztuje i to sporo, więc nie wiem jak to się kalkuluje. Wszystko to, z wyburzeniem ścian, poprzestawianiem wszystkiego i zbudowaniem na nowo, razem z wykończeniem, meblami w kuchni i tak dalej, ma zająć im dwa tygodnie!  Ja tego nie widzę, ale wizja jest to nie będę rozpraszać.
To cieszy, że ktoś chce coś zrobić taką wielką zmianę, pani mnie już zaprosiła na odwiedziny jak będzie gotowe.  Ucieszyła się też z moich roślinek i krzewów owocowych. Będzie mi ich cholernie brakowało...

11 komentarzy:

  1. Ja tam wierze w te dwa tygodnie, przeciez Polacy na saksach umieja pracowac w takim tempie, jakby im ktos zapalona petarde w tylek wetknal. Spoko! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, bo skala projektu jest naprawde duza.

      Usuń
  2. Jasne, dwa tygodnie.

    A ja trzeci miesiąc myję gary w sraczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz od trzech lat biore prysznic w piwnicy.....

      Usuń
    2. Nooo... powiem Ci... Zaimponowałaś mi!

      Usuń
  3. Najwyraźniej zapomniała o tak zwanych nieprzewidzianych trudnościach. One potrafią nieźle zamieszać w planach. Wtedy staje się aktualną wizja mycia garów w sraczu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualną i zawsze żywą jak myśl Lenina!

      Usuń
  4. Plany planami, ale to czas pokaże, czy faktycznie dwa tygodnie wystarczą na remont. Czasami niemiłe niespodzianki wyskakują w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj, gdy wszystko jest już prawie zapięte na ostatni guzik.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie kobieta potrzebuje doświadczenia jak to jest z remontami, ja już wiem i do kuchni szykuję się jakbym chciała a nie mogła, czyli opóźniam i opóźniam bo jak tylko pomyśle to brrr. Wierzę że będzie Ci brakowało Twoich krzewów a możesz zabrać najulubieńsze? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sie popsul kran na umywalce, zaczal przeciekac. Mowie: zaklej to tasma... NIE! Zaczal odkrecac, kombinowac, kran zaczal cieknac dodatkowo z drugiej strony!
    Slysze jeszcze: trzeba odkrecic umywalke... Oczami duszy widze: polamany kran, potluczona umywalke!!! Wygonilam z lazieni pozalepialam plastrem i owinelam szmata. Jak bede miala dobry humor, to sie przygotuje psychicznie na "kompleksowa wymiane kranu" czyli remont lazienki :)))

    OdpowiedzUsuń