czwartek, 8 września 2016

W nocy albo tuż nad ranem

Jadłam smażonego leszcza. A może była to płotka, albo jakas inna ryba ale smakowała wybornie, dokładnie tak jak przyrządza ją Tato. Jadłam ją palcami, skórka była przypieczona i zostawiała na palcach wyborny tłuszczyk. I z tymi tłustymi palcami zastał mnie ON.
- Co ty tutaj robisz, skąd się wziąłeś? - zapytałam.
- Przyjechałem na kilka dni - oznajmił. - Żenię się.
- Aaa, Ok. No ale dlaczego z tym do mnie?
- Bo ja zaplanowałem przyjęcie weselne tutaj.
- W moim domu??? - zdziwienie moje nie miało końca.
- No tak, przecież się zgodzisz, wszystko załatwiam ja, jedzenie, picie, już zaprosiliśmy gości, rodzice przyjeżdżają jutro. Ty tylko udostępniasz chatę.
- Ja??? No dobra, pomyślę - odparłam, a w duchu  pomyślałam: "Boszsze, co ja robię, dlaczego ja się na to wszystko zgadzam, przeciez rozwód wzięliśmy już dawno temu..."
Nawet mi się nie chciało kończyć tej ryby, wywaliłam ją do śmietnika. Zeskrobując resztki z talerza myślałam gorączkowo: "I co teraz, i co teraz?..."
- Dzieci już wiedzą - oznajmił ex małżonek - Cieszą się z mojego szczęścia.
- Taaa, ja też się cieszę - odparłam - ale nie mogłeś tego zrobić gdzie indziej?
- Nie mogłem. No wiesz, mieszkałem tu kiedyś to mi się chyba należy...
Przewracam oczami. Ja chyba oszaleję. Co to wszystko ma znaczyć, wplątuje się mnie w jakieś ciemne interesy, a ja jak bezwolna kukła, na wszystko się godzę.
Dzwonek do drzwi. Otwieram. Paczka z Polski. Otwieram wielkie pudło. Teściowie przysłali "wyprawkę" na wesele syna. Szynki, kiełbasy, mięsa, boczki, wszystko mam umieścić w lodówce, przyjadą jutro to przygotują. Jak automat przekładam to wszystko z pudła do lodówki, nawet nie chce mi się ugryźć tej pachnącej wybornie kiełbasy. Śląska chyba. Albo nie, zbyt pospolita dla pańskiego podniebienia... Ech...
Dzwonek do drzwi. Otwieram. W drzwiach ONA. Od razu wiedziałam że to ona, chociaż nigdy jej nie poznałam. Z opisu dzieci wyglądała na starszą i brzydszą. Ta jest ładna, brunetka, długie włosy, szczupła, wytapetowana, z zachowania powiedziałabym że ciemna wersja typowej "blondynki". No i zdecydowanie młodsza. Dużo młodsza. Ona nie może mieć kilkunastoletniego dziecka.
Z krzywym uśmiechem pytam co ją sprowadza. No przecież ma brać ślub jutro z Misiaczkiem. Z Misiaczkiem! O ja p***lę! Pytam o dziecko. Dziecko? Jakie dziecko, ona tylko tak mu powiedziała, bo on lubi dzieci. No to co że się dowie, będa już po ślubie, co nie? A ile oni się znają? - pytam.
No będzie jakieś trzy miesiące, co nie. Mówił że ma rodzinę za granicą, przecież to takie trendi brać ślub za granicą, nie? No to przyjechała.
Posadziłam ciemną blondu na kanapie, idę do kuchni.
- Czyś ty na łeb upadł? Kompletnie ci odbiło? Ślub? Po trzech miesiącach znajomości? Jeszcze z taką?
- Ale ja ją tak kocham, a ona też świata poza mną nie widzi - rzecze on z maślanymi oczami utkwionymi w drzwi do salonu.
- A idźcie wy wszyscy w cholerę - krzyczę. - Żadnego wesela tutaj nie będzie. Nie zgadzam się! To mój dom, wyniosłeś się dawno temu, nie masz żadnego prawa tu być. I ja się nie zgadzam! Zabieraj sobie te wszystkie kiełbasy - pakuję zawartośc lodówki do papierowej torby (skąd ją mam nie wiem, u nas takich nie ma) i wciskam mu do ręki, zdziwionemu jak student który oblał egzamin.
- Wynoście się wszyscy. Wszyscy! Nie zgadzam się!

******
I się obudziłam.






5 komentarzy:

  1. Nienawidzę, kiedy śni mi się Eks!

    OdpowiedzUsuń
  2. :-)))))) Koszmar normalnie :-P
    Zdziwiłam się że tak dzielnie to znosisz ...;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Wyrzuciłaś ich, nie zgodziłaś się! (nie znam Twojej historii zupełnie, ale jakoś wydaje mi się że zakończenie snu było pozytywne, jakbyś wywaliła ich ze swoich myśli, ze swojej głowy)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kuwa... a już myślałem, że to prawda.

    OdpowiedzUsuń