środa, 8 czerwca 2016

O obrażaniu

Zostawiłam komentarz na jednym z blogów. Niestety, pech chciał że nie zgadzam się z ogólnym zarysem problemu jaki przedstawiła autorka, chociaż rozumiem jej frustrację i wierze jej że opisane sytuacje miały miejsce. Tak jak autorka ma swoje osobiste zdanie na opisywany temat, tak samo mam i ja. No ale że śmiałam wyrazić opinię inną niż ogólnie przyjęta, zostałam zjechana przez inną czytelniczkę. Zostałam porównana do PanaKaczyńskiego (a kto to w ogóle jest???), zostałam w zawoluowany sposób nazwana kłamcą (bo jak inaczej określić wyrażenie "Nikt z nas, komentujących, nie ma podstaw Ci wierzyć" - a w ogóle o co tu chodzi??? Jakie podstawy, jakie wierzenie???), zostałam także analfabetką bo napisałam nie prawda a nie nieprawda. 
Dowiedziałam się że jestem protekcjonalna względem autorki i że w wielu dyskusjach chcę uchodzić za znawcę wszystkiego co brytyjskie a moje uwielbienie do nowej ojczyzny rzuca się w oczy i jest wszystkim znane. Wytykam wady narodowe tym miernotom, które w Polsce zostały i widać że rzadko używam języka polskiego bo nie umiem czytać ze zrozumieniem.
No i na koniec dowiedziałam się że jak powiem czym ta pani mnie obraziła to ona się zastanowi czy mnie przeprosić, ale na pewno nie odpowiem bo się obraziłam profilaktycznie, by nie przyznać że wszystkich traktuję z wyższością i protekcjonalnie.
No cóż, widać że autorka komentarza bardzo dobrze posługuje się językiem polskim skoro słowa protekcjonalny użyła wobec mnie dwa razy. Widocznie musi to być Bardzo Ważne Słowo. Takie modne, takie luksusowe, takie na czasie, takie że jak się komuś je powie to aż mu w pięty pójdzie, aż się zatchnie i pewnie pęknie.
Hmmm.... Co prawda napisałam tej pani że jej słowa mnie obrażają, w znaczeniu urażają, ranią, kłują, dotykają moich uczuć, znieważają, ubliżają, urągają, upokarzają, upodlają, krzywdzą ale to w żadnym wypadku, absolutnie nie oznacza że się na nią obrażam w znaczeniu naburmuszam, nabzdyczam, dąsam, stroszę, indyczę, zaperzam, gniewam, zjeżam, irytuję czy obruszam. 
Odpisywać na tę prowokację oczywiście nie zamierzam (co oczywiście uprzednio napisałam do tej pani w komentarzu), nie dlatego że się "obraziłam", tylko dlatego że temat wyczerpałam, nie widzę żadnego sensu udzielać się w tej dyskusji i nie zamierzam się kłócić z obcymi osobami na cudzych blogach. Szczególnie że tę koleżankę, na której blogu to się działo, ja bardzo lubię i szanuję i staram się jej pomóc w zrozumieniu tutejszej rzeczywistości. Bo ja po prostu lubię ludziom pomagać.
To że mam inne doświadczenie od niej i inne zdanie w niektórych sprawach, to że nie przyklaskuję wszystkim słowom to nie znaczy że jestem podłą osobą. A to że mam bardziej obiektywne spojrzenie na rzeczywistość uważam akurat za zaletę, nie wadę. Nigdy nikomu nie ubliżam, nikogo nie obrażam, nie robię personalnych wycieczek, a jak ktoś tak robi wobec mnie to jest to wynik jego własnych kompleksów i słabości.
No i to tyle o obrażaniu.


41 komentarzy:

  1. Nie wiem, co to za urodzaj na wysyp gówna, ale to już kolejny blog, na którym o takich rzeczach się dowiaduję. Napisałam na ten temat komentarz u Panterki, a noszę się jeszcze z zamiarem napisania o tym na blogu, bo mnie po prostu krew zalewa od jełopów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro bo ta pani ma też swojego bloga i u różnych ludzi komentuje, miałam o niej do tej pory inną opinię. Może faktycznie trochę za ostro napisałam ten komentarz, ale autorce to nie przeszkadzało, za to ta pani musiała się wtrącić "w obronie uciśnionych"...

      Usuń
    2. Z człowiekiem beczkę soli zjesz i czasem jeszcze dobrze go nie poznasz - tym bardziej w Internecie...

      Usuń
  2. Bardzo mnie smieszy ten taki nadety polski patriotyzm i bardzo drazliwe reakcje na krytyke. A jest co krytykowac, bo wprawdzie "piekna nasza Polska cala", ale nie na urodzie rzecz polega. Ty i ja nie mamy prawa sie wypowiadac, bo tam nie zyjemy i gowno wiemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie to się z Tobą zgadzam, ale w tym wypadku nikt nie odmówił Iwonie prawa do wypowiedzi, a Zante nie z tych, co to wrażliwa na krytykę Polski i Polaków. Sama naprawdę mądrze krytykuje. Ogólnie w kwestiach światopoglądowych miewamy odmienne zdanie, ale jeśli chodzi o podejście do polityki(-ków), Polski, czy tam naszych cech narodowych- nie pamiętam, żebym się z Nią nie zgadzała.

      Usuń
  3. Iwona, jestem bardzo sprawna i umysłowo, i językowo, i psychicznie - ten błyskotliwy wpis o tym świadczy.
    Ciekawe gdzie była ta "dyskusja", teraz będę szukać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znalazłam już wczoraj... Ale chyba nie wolno tak otwarcie podawać, jeśli Iwona tego nie zrobiła :)

      Usuń
    2. Frau - odwrotnie - jeśli nie podaje się źródła, czytelnik nie ma szans na obiektywną ocenę poruszanego tematu a autor wypowiedzi nie ma możliwości obrony

      Usuń
    3. Gosiu Wrocławianko, u mnie: http://nietypowamatkapolka.blogspot.co.uk/2016/06/kacik-emigranta-dlaczego-angielska_3.html#comment-form

      Frau Be- mam nadzieję zatem, że odkryłaś to po tym, jak napisałaś pierwszy komentarz tu, w tym temacie, bo kto jak kto, ale Zante jełopem zdecydowanie nie jest.

      Klarko, zgadzam się z Tobą.

      Usuń
    4. Dlatego napisałam że miałam o Zante inną opinię. Zresztą, nadal mam. Ale nie lubię osobistych wycieczek po ludziach, a jej komentarze niestety, takie były.

      Usuń
    5. Aniu Nietypowa - tak właśnie było. Komentarz napisałam od razu i zresztą nie odnosił się bezpośrednio do Zante, tylko do kilku sytuacji, z którymi zetknęłam się ostatnio w dość krótkim czasie i które bardzo mnie rozdrażniły. Nie znam Zante, więc interesu w tym nie miałam. Później, wieczorem, grzebałam w linkach Iwony.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. To u mnie, Klarko: http://nietypowamatkapolka.blogspot.co.uk/2016/06/kacik-emigranta-dlaczego-angielska_3.html

      I uważam, Iwono, że Zante miała rację i w swoim komentarzu potraktowałaś mnie częściowo protekcjonalnie. Ciężko zresztą uważać inaczej, gdy opisuje się swoje doświadczenia i w zamian słyszy "nie zamierzam Cię głaskać po główce":) Skąd pomysł, że oczekiwałabym od Ciebie (lub od kogokolwiek innego) głaskania po główce? Czy ja wyglądam, bądź piszę jak biedna sierotka? :))))))))))
      Twoje odmienne zdanie w ogóle mi nie przeszkadzało, rzecz jasna. Przewróciłam za to oczami, gdy przeczytałam, że "mogę nie publikować tego komentarza, jeśli nie chcę". Wiem, takie rzeczy sama, że na swoim blogu mogę nie zamieszczać komentarzy, które mi nie odpowiadają. I praktykuję to. Jednakże nie publikuję wyłącznie komentarzy, które bezpośrednio mnie (moją rodzinę, itd.) obrażają. Jeszcze nie zdarzyło mi się nie opublikować opinii kogoś, kto ma po prostu odmienne zdanie, toteż Twoje posądzenia były...hmmmm...dziwne. To tak jakbym teraz napisała "Wiesz co, Iwona, jak chcesz to skasuj ten komentarz, jak nie chcesz, to nie kasuj" :))))
      Następna kwestia to fakt, że w poprzednich dwóch częściach, które czytałaś (komentowałaś, to wiem;) ) zaznaczyłam "Obecnie moje odczucia są bardzo ambiwalentne. Uważam, że z jednej strony nie tylko angielskie dzieci powinny korzystać z doświadczenia tutejszego szkolnictwa- Polacy też sporo dobrych rzeczy mogliby z niego wynieść, a z drugiej strony- rodacy, w razie czego, absolutnie nie dajcie se wcisnąć wszystkiego." Nie uwzględniłaś zdaje się tego, w ocenie całości:) Jak i tego, że w pierwszej części "kącika emigranta", zaznaczyłam, o ile mnie pamięć nie myli, że nie twierdzę, że tak jak opisuję wygląda cała Anglia, czy tym bardziej Wielka Brytania- tak wygląda moje otoczenie. Nie chciało mi się pisać tej oczywistej oczywistości za każdym razem, gdyż trafiają do mnie w 99% ludzie inteligentni, czego jesteś żywym przykładem, Iwono. Pomyliłam się- widać ludziom inteligentnym też trzeba o takich rzeczach przypominać. We wpisie powyżej napisałaś "A to że mam bardziej obiektywne spojrzenie na rzeczywistość uważam akurat za zaletę, nie wadę." Znaczy dalej protekcjonalnie- Ty- ta bardziej obiektywna i ja, jako ta nieobiektywna, biedna i zagubiona, której chętnie wytłumaczysz co i jak, bo ogólnie to mnie lubisz i szanujesz :)))))) Przepraszam z góry, za tą ilość uśmiechów, ale nie mogłam się powstrzymać;)
      Iwono, spróbuję jeszcze raz- opisane przeze mnie zdarzenia są prawdziwe. Piszesz, że w to wierzysz, ale jeśli by tak nie było powiedz śmiało- wysłałam Ci już kiedyś na pw adresy szkół chłopaków, wyślę i numer naszej sprawy na policji i nazwisko policjantki, która ją prowadzi i w ogóle, co tam będziesz potrzebowała. Zatem- taka jest rzeczywistość w miasteczku, w którym ja mieszkam. Powtarzam- nie napisałam, że tak jest w całej Anglii- to Ty wyszłaś z takiego założenia, że piszę nieobiektywnie:) Jak mogłabym pisać o innej szkole, skoro innej angielskiej szkoły nie znam? Na marginesie- uważam, że opisywane przez nas wydarzenia z naszego życia zawsze będą opisane nieobiektywnie, ale to taki szczegół.
      I tak jak Ci pisałam wcześniej, w swoich doświadczeniach nie jestem odosobniona- mniemam to po ilości maili, które dostałam po poruszeniu tego tematu, ale przeczytaj proszę jeszcze raz komentarze, pod tą częścią o bullyingu. Bullying w pracy, bullying w szkole- fakt, mieszkam tu dopiero 1,5 roku, ale wydaje mi się, że Anglicy niczym nie odbiegają od Polaków- zdarzają się wśród nich ludzie i taborety. I serio nie zamierzam pisać, że żyję tu jak w bajce, niech Was "Polaczki" szlag trafia! :D

      P.S. Nie odzywałam się, bo dojrzewam do tego, żeby zostawiać ludzi z takimi przekonaniami, z jakimi czują się najlepiej, nawet, a może zwłaszcza na mój temat. Mnie od tego nie ubywa, a ludzie są szczęśliwi. Widzisz, ja też jestem dobra i lubię uszczęśliwiać ludzi ;) Teraz się odezwałam, bo poczułam się wywołana do tablicy ;)

      Usuń
    2. Nie czytalam tej zwady na Twoim blogi i nie wiem czy przeczytam. Wiem, ze u Ciebie nie komentuje choc podczytuje i smieje sie gdy jest smiesznie. Boje, sie, ze zaczne pisac jak Iwona albo jeszcze bardziej pr...protekcjonalnie o autorce... Rozumiem, ze wychwytujesz pewne dziwnosci w nowym miejscu Waszego zycia ale troche wyrywasz to z kontekstu rzeczywistosci. Ty piszesz ciagle o tym co nie zgadza sie z Twoimi oczekiwaniami a realia sa realiami. Aby Ci przypominac o tym, ze pozyjesz tam to zobaczysz jeszcze duzo wiecej i wtedy bedziesz milczec lub prostowac protekcjonalnie spostrzezenia nastepnych nowicjuszek wszystko wiedzacych o nowym kraju. Wszystko i najlepiej bo sie z tym spotkaly naprawde. Tak to idzie.

      Usuń
    3. Karolko, jestem zawsze otwarta na inne zdanie na dany temat. Natomiast faktycznie pisanie protekcjonalne o autorce jest niewskazane, ale to chyba raczej na każdym blogu;)
      Nie, nie wyrywam niczego z kontekstu rzeczywistości. Opisuję swoją rzeczywistość. I teraz jestem już pewna, że muszę to zaznaczać częściej :)
      Tak, czasem piszę o tym, co nie zgadza się zupełnie z moimi wyobrażeniami. I piszę to otwarcie np. "wyobrażałam sobie, że....tymczasem...", "myślałam, że.....jednak...."- także żadne to odkrycie i żadna tajemnica. To mój blog, piszę o czym chcę, w formie, jaką sobie wybiorę. Póki nie jest obowiązkowy nie zmuszam do czytania:)
      I nie wiesz co będę. Ja codziennie zaskakuję sama siebie, tym bardziej Ty, Karolko, mnie nie znasz :)

      Usuń
    4. Stwierdzilam tylko fakty. :)
      Dziwi mnie tylko ciagle dlaczego, ludzie, zmieniacie kraj na gorszy!!! Zmiencie na lepszy i wszyscy beda szczesliwi, rowniez te dzieciatka, ktore wleczecie za soba...
      Z powazaniem Nietypowa - karolka

      Usuń
    5. Aniu, mój wpis nie był o tym co i jak Ty napisałaś, mój wpis był o tym że zostałam osobiście obrażona przez jedną z Twoich czytelniczek za swój komentarz. Mieszkam tu już trochę i znam tutejszą rzeczywistość, dlatego reaguję nerwowo na porównania jakie to w Polsce społeczeństwo wyedukowane jest, a jakie brytyjskie jest głupie. Jeżeli już ktoś chce porównywać to "like for like" - niech porównuje osoby ze slumsów z osobami ze slumsów, a osoby po studiach z osobami po studiach. Tymczasem Polacy po studiach (celowo nie piszę wykształceni) przyjeżdżają tutaj, zaczynają swą przygodę od pracy na zmywaku czy jakiejkolwiek innej fizycznej i rozgłaszają wszem i wobec jacy Anglicy są głupi. Ciekawe co by powiedzieli gdyby wykonywali tę samą pracę z tak samo niewykształconymi rodakami w Polsce. O taką obiektywność mi chodzi.
      Aniu, jeżeli Ty czujesz się obrażona za "głaskanie po główce" to przepraszam. Napisałam to w kontekście właśnie tego co napisałaś w swym długim komentarzu powyżej, że pomimo tego że źle trafiłaś (tak uważam) to i tak dajesz sobie radę i robisz to dobrze.
      Natomiast osobistych wycieczek i złośliwości pod swoim adresem tolerować nie mam zamiaru, bo nic tej osobie nie zrobiłam i nawet jej nie znam, tak jak i ona mnie.

      Usuń
    6. "Fakty" pominę, ale co masz na myśli pisząc o tej zmianie kraju na gorszy?

      Usuń
    7. W znaczeniu: zamienil stryjek ...
      Fakty byly z usmiechem i do pominiecia.
      Uwazam, ze jak sie szuka to sie znajdzie i dobre i zle strony, i sztuka polega na tym, ktore nalezy rozwijac a ktore tylko przyjac do wiadomosci.
      Iwona czesciowo odpowiedziala w swoim poscie powyzej z tym srodowiskiem do ktorego sie trafia...
      Pociesz sie, ze to co opisujesz to tylko zderzenie kultur, ktore to nalezy do adaptacji w nowym srodowisku. Miej tylko na uwadze, ze jestes mimo wszystko opiniotworcza w tym co piszesz. :))) (nie oceniam, bron boze, Twojego subiektywnego pisania).
      Milszego dnia!

      Usuń
    8. Karolka, trafiłaś w samo sedno.
      Nawiasem mówiąc, znam osobiście taką osobę w postaci mojego byłego męża, któremu wszystko tu przeszkadzało, wszyscy byli głupi i w ogóle jaki porąbany kraj, a mimo to złożył wniosek o obywatelstwo tego głupiego kraju i je dostał. No ale on miał przynajmniej tyle przyzwoitości w sobie że w tego głupiego kraju wrócił do Polski. Tam się przynajmniej jest w stanie dogadać...

      Usuń
    9. Iwona, pisałam Tobie w komentarzu o tym, jak potraktowano nas w przychodni zdrowia, nie o slumsach:) To w przychodni pięć pań nie znało cyfr rzymskich, nie odróżniało Rumunii od Rzymu i chciało moje 18 miesięczne dziecko szczepić od nowa, bo tak prościej. To w przychodni pani pielęgniarka nie wpadła na to, aby odwrócić kartkę na drugą stronę. Moje stwierdzenie, że wiedza ogólna wydaje mi się być tu na niższym poziomie jest sumą naszych 1,5 rocznych doświadczeń. W tym czasie wszyscy obcowaliśmy z przeróżnymi ludźmi- od patologicznych żuli, po osoby na wysokich, urzędowych stanowiskach. Moje dzieci porównywały angielskich i polskich rówieśników i tak, twierdzą, że angielscy rówieśnicy zachowują się tu znacznie gorzej, jak i że mają mniejszą wiedzę ogólną. Maciek porównywał kolegów z pracy. Tak, tu pracuje w fabryce, ale w Trójmieście był taksówkarzem. Na taksówce też mało osób jest po naszej gdanskiej politechnice. Z całym szacunkiem do taksówkarzy, bo różnie to w życiu bywa.
      Ja mam do czynienia codziennie z angielskimi matkami, choćby na placach zabaw. Nie wiem, jak są wykształcone. Nie wypada przecież pytać. Po prostu rozmawiamy. Bywam w councilu, w szkole, u lekarza, itd.- co daje mi rzut na osoby, które wykształcone na pewno są.

      Dziękuję Ci za przeprosiny, doceniam je. Nie czuję się jednak obrażona. Ciężko mnie obrazić, bo (cytując Sztuczne Fiołki) nie posiadam uczuć religijnych;) Napisałam o tym głaskaniu tylko dlatego, żeby podkreślić, że Zante w moim odczuciu miała rację, bo to było protekcjonalne.

      Usuń
    10. W przychodni zdrowia pracują panie po szkole średniej, najczęściej po 4 klasie. Tutaj daty pisze się inaczej, nie zauważyłaś?
      Pielęgniarka miała prawo nie spojrzeć na drugą stronę, widząc jakiś papierek pierwszy raz w życiu na oczy. Zanieś angielski papierek pielęgniarce w polskiej przychodni to zobaczysz jej reakcję.
      Twoje dzieci mało już z polskiej szkoły pamiętają, szkoda że nie miały tam rówieśników na przykład z Białorusi, Ukrainy czy Chin, nie mówiących dobrze po polsku. Może miałyby więcej porównania.
      Twój Maciek jest po studiach, a pracuje z robotnikami po zawodówce. To kim był w Polsce nie ma znaczenia, taksówkarz nie ma współpracowników.
      I proszę Cię, nie staraj mi się udowodnić że lekarz, nauczyciel czy wysokiej klasy urzędnik ma mniejszą wiedzę o świecie niż Ty.

      Usuń
    11. Karolko, cytowałam już ten fragment, że moje odczucia na dzień dzisiejszy są bardzo ambiwalentne. Nic mnie tu nie trzyma. Nie posiadam żadnych zobowiązań. Nie należę też do osób, które są strachliwe. Jeśli uznam, że nie widzę tu szans na takie życie, jakiego oczekuję (a oczekuję w moim mniemaniu niewiele;) ), to jutro nas tu nie będzie. Przystosowuję się, adaptuję, ale nigdy nie przystosuję się na tyle, aby ktoś mnie, czy moje dziecko mógł bezkarnie nazwać "polskim gównem". Dlatego też walczę i "zmieniam kraj na lepsze";))) Do Polski wracać póki co nie zamierzam. Jest w razie czego tyle ciekawych miejsc na świecie (wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma :D), że myślę, że jeśli tak zadecydujemy znajdzie się i dla nas jakiś kąt. Dziękuję za życzenia, wzajemnie :)

      Usuń
    12. Nie chce Cie straszyc ale po tej orce na ugorze :) jeszcze zatesknisz za tym, zeby Cie ktos chcial poglaskac po glowie, powiedziec 'tak to bywa', 'glowa do goru' i inne glaski albo poklepywania po plecach. Taki to los emigranta. :)
      Gdybym Cie spotkala przy piaskownicy, tez bym pomyslala, ze jestes angielska matka... bo dla poprawnosci politycznej nie zapytalabym skad przyemigrowalas. :)))) Roznie to bywa. Pozory.

      Usuń
    13. Jasne,Karolko, nie twierdzę, że to niemożliwe, że wszystkie rakiety intelektu, które do tej pory spotkałam to były emigrantki. Nawet jak mają typowo brytyjskie imiona, typowo angielską urodę i silny tutejszy akcent. Pozory mylą, jak mówisz:)))
      Mnie byś rozpoznała. Właśnie ten zakichany akcent mnie zdradza chociażby;)
      Nie twierdzę też, że nie zatęsknię kiedyś za głaskaniem po główce. Czy za brukselką. Albo Shazzą, z Disco Relax. Kto wie, kto wie, jak człowiekowi odwali;)

      Usuń
    14. Iwona, argumentujesz na oślep.
      Zauważyłam, jak się zapisuje daty. Nie zmienia to faktu, że tak polski pediatra zapisywał te daty w książeczce, którą życzyli sobie zobaczyć.
      Mój syn w angielskiej szkole, w zeszłym roku, uczył się cyfr rzymskich (kóre tak naprawdę znał z wcześniejszych klas polskiej szkoły). Ale ok, ja też nie pamiętam wszystkiego, czego się w szkole uczyłam. Jednak pamiętam gdzie jest Rumunia, a gdzie Rzym. No i wiem, że to nie to samo. Jak i większość znanych mi Polaków po szkole średniej.
      To nie była "jakaś tam kartka". Ja się umówiłam z pielęgniarką, że skoro książeczka szczepień mojego dziecka jest po polsku, to ja chętnie te strony, dotyczące tego kiedy i na co był szczepiony, przetłumaczę. Zaniosłam później tą kartkę prosto do pielęgniarki, która jej oczekiwała. I to ona wezwała mnie telefonicznie, "aby porozmawiać o szczepieniach". De facto o tym, gdzie tłumaczenie reszty szczepień od 7 m-ca wzwyż. Na drugiej stronie :)
      Taksówkarz nie ma współpracowników, to prawda. Ma kolegów z pracy, z którymi rozmawia na postojach czasem więcej niż jeździ.
      Tu w fabryce Maciek też wykonuje samodzielną robotę na jednym stanowisku. I ma kolegów z pracy, z którymi gada.
      I to nam szybciej grozi Alzheimer (to żart, nie bierz tego do siebie) niż moim dzieciom. Moi synowie świetnie pamiętają co było 1,5 roku temu. Ja nie piszę przecież o 3-letnim Stiflerze, tylko o 10 i 12-latku, ich opinii o polskich i angielskich rówieśnikach. I nie porównujemy dzieci z Białorusi czy Chin. Jeśli to miała być aluzja, że oni kiepsko gadają, więc angielskich dzieci nie rozumieją i tym samym nie doceniają ich intelektu- też nie trafiona. Don Juan jest słaby z mojej ukochanej chemii. No nienawidzi. Na spotkaniu z nauczycielami, gdy spytałam panią od chemii jak sobie radzi, bo się nieco martwię- była niesamowicie zaskoczona, bo radzi sobie ponoć lepiej niż 3/4 dzieci angielskich. 27 idę na rozdanie miejskich nagród. Wszystkie szkoły wystawiają po 1 najlepszym uczniu z danego roku. Szara Eminencja został wystawiony przez swoją szkołę, jako przedstawiciel roku 5. Koszą wszystkie nagrody szkolne, czas po szkole spędzając na biciu się między sobą i doprowadzaniu mnie tym do szału, zabawach na dworze, czytaniu książek fantasy i graniu na x-boxie. Nie wiem, może są aż tak wybitni:)))
      Nad ostatnim zdaniem się nieco zawiesiłam. Nie staram się Ci nic udowodnić....ale też śmiało stanęłabym do każdego testu na wiedzę ogólną (nie wiedzę z zakresu jego dziedziny, nie wiedzę z zakresu Wielkiej Brytanii) z lekarzem, czy urzędnikiem. Ty chyba mnie nie doceniasz! :D ;)

      Usuń
    15. Ja tam tesknie za brukselka ale juz jej jesc nie moge.
      Nietypowa, walcz o swoje dzieci ale nie przeginaj. Poltora raku to jeszcze tak malo, tak malo. Reszta to proforma.

      Usuń
  5. Ech, pogadamy za 10 lat... Jak się wchodzi między wrony trzeba krakać tak jak one. Oni się do Ciebie nie dostosują, to Ty musisz się dostosować. No chyba że chcesz wprowadzić jakiś taliban, ale chyba masz jeszcze za małą siłę przebicia, pastafarianizm jeszcze się tak nie rozrósł :-)))
    Tak jak napisała Karolka, walcz o swoje dzieci ale nie przeginaj. No i taka moja rada rodzicielska choć wiem że i tak nie zastosujesz bo choć Nietypowa to jednak jesteś Matka Polka - to co mówią dzieci a to co matka słyszy to czasami zupełnie różne rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, ale z dyskusji na argumenty robi się jakieś pitolenie kompletne. Z czym przeginam? Przykład poproszę.
      Słyszę to, co nagrywa mój syn swoim telefonem, np. "nie będę z nim siedział, bo jest z Polski". Słyszę również policję, pracowników Citizen Advice, czarnoskórą urzędniczkę z councilu, która powiedziała mi wprost, że my to przynajmniej wtapiamy się w tło, a ona przez kolor skóry nigdy wtopić się nie mogła i szkołę średnią wspomina tu jako piekło. Widzę to, co rejestruje CCTV w szkołach. Nie staraj się na siłę zrobić z tego bajki, bo moje dzieci to albo nie pamiętają, albo konfabulują.
      A co wchodzenia między wrony, to Kazikiem Staszewskim pojadę:

      Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one
      Ale co, gdy wrony w nienawiści wyuczone
      Rozkazują, wykrzykują, megafony zaplują
      Wszystkie co do jednego wyższość gatunkową czują
      ....

      i refrenik niech będzie moim podsumowaniem:

      Widzę to co widzę i w ogóle się nie wstydzę
      Niech się wstydzi ten co robi, nie ten co widzi
      Widzę to co widzę i w ogóle się nie wstydzę
      Niech się wstydzi ten co robi, nie ten co widzi

      Usuń
    2. i jeszcze, kurde, dodam, zanim przeczytam post o jednej takiej, co to w angielskiej przychodni chciała, żeby tańczyli krakowiaczka, że zanim tu przyjechałam powiedziałam dzieciom, że kluczem do sukcesu jest: perfekcyjne nauczenie się języka, poznanie angielskiej kultury, tradycji, historii, prawa i szanowanie ich, jak i szanowanie obywateli. Nigdy nie krytykować i nie porównywać tego, co uważamy w Polsce za lepsze do Anglików. No i że ogólnie mamy pamiętać, że jesteśmy w gościach, zachowując się tak, jak chcielibyśmy, aby obcokrajowcy zachowywali się w Polsce. No i tak się zachowujemy. Bierzemy udział w życiu miasteczka, sprzątamy tutejszą plażę, szlifujemy angielski, jedziemy z kalendarzem- co święto- czytamy o nim, chodzimy na festyny, parady. Do wszystkich się uśmiechamy i mówimy, że bardzo się cieszymy, że możemy być w UK i tu mieszkać. Także pozwalam sobie nieskromnie stwierdzić, że nie jesteśmy złymi gośćmi.
      Jednak gospodarz też ma obowiązki.
      Obowiązkiem gospodarza jest szacunek względem gościa, który nie narusza nijak jego miru. I tego właśnie oczekuję. Szacunek to właściwie nawet za dużo napisane. Oczekuję, że każdy się ode mnie i (zwłaszcza) moich dzieci odpierdoli, póki nic złego nie robię (a nie zamierzam). Toteż te wszystkie teksty "jeśli wchodzisz między wrony...", "a za 10 lat będziesz...", "nie przeginaj....", uważam, że sprawdziłyby się faktycznie w przypadku średnio rozgarniętej dziewoi. Ja nią nie jestem.

      Usuń
    3. Aniu, ja też dodam na koniec. Że na szacunek się zarabia powoli. Ty jesteś tu na razie bardzo krótko.
      A wiesz co ja zrobiłam jak mi dzieciaki sąsiadów pety przez płot wrzucały? Pozbierałam je ślicznie, ze dwie garści tego było, i przerzuciłam z powrotem. Już nie wrzucają.

      Usuń
    4. Nietypowa, jesli wchodzisz miedzy wrony. Tak to jest i tupænie noga nie pomoze nawet przy krakowiaczku.
      A to czego sie chcesz uczyc i poznawac to taaakie elastyczne, takie telewizyjne, takie dworskie a zycie swoje. Multikultura, multipanstwo. Pogaadmy jak przestaniecie sie czuc gosciami! Przestaniecie? To tez znak zapytania. Drugie pytanie - czy Wam na to pozwola inni? Ale te odpowiedzi to na potem.

      Usuń
    5. Dziewoja :D Trafne okreslenie. Moze sie nie czujesz ale ja Cie tak widze. Zanim sie zaperzysz to wyposrodkuj te nasze wspolne spostrzerzenia (Twoje i moje a nie moje i Iwony). Dziewoja ma przyszlosc na rozwoj bo mloda jest.

      Usuń
    6. Iwona, serio? A ja myślałam, że wystarczy traktować innych (oraz kraj) z szacunkiem. Wystarczy żyć uczciwie i być tak zwyczajnie w porządku. Na odpierdolenie się od ich narodowości moje dzieci też jakoś szczególnie mają sobie zasłużyć? Są świetnymi uczniami, we władaniem językiem są pół roku i rok za angielskimi rówieśnikami (wyniki testów ze szkoły), dostosowują się do tego, co im radziłam i o czym Ci pisałam (co potwierdzają nauczyciele). Żaden z incydentów, który ich dotyczył nie był przez nich inicjowany, nie było w nich ich winy, nie zostali nigdy ukarani przez szkołę. Nie wiem, co więcej mogą zrobić, aby sobie "zasłużyć" na szacunek. Zejść do tak niskiego poziomu i odpowiadać tym samym? To radzisz? To radziła rzeczona, czarnoskóra urzędniczka, tak swoją drogą...

      Karolka, ok, mogę być dla Ciebie dziewoją. Mogę być pospolitą idiotką, mogę być i Dodą Elektrodą. Jest mi z tego powodu głęboko wszystko jedno. Zastanawia mnie jedynie Twoja potrzeba informowania mnie o tym, jak mnie widzisz. Myślisz, że jakoś wpłynie ona na moje życie? Poczuję się smutna? Wesoła? Wstrząśnięta, ale nie zmieszana?

      Strasznie frapuje mnie to w niektórych ludziach, że wydaje im się, że ich zdanie o autorze (bloga, wypowiedzi, itd.) jest ważne dla kogoś, poza nimi samymi i koniecznie odczuwają potrzebę, by się nim podzielić. Zwłaszcza jeśli jest to opinia negatywna. I jakem dziewoja;), która nieco jednak zna życie, zapewne nie zastanawiają się przy tym jakie świadectwo wystawiają sobie :)
      Nie zaperzam się, Karolko. Jak byś się nie starała nie jesteś w stanie nijak wpłynąć na moje emocje.

      Usuń
    7. Widzisz, Nietypowa. Na to 'ja' wplywa wiele czynnikow: obraz widziany przez siebie (subiektywny) jak i ten obraz widziany przez innych (liczba mnoga czyli suma innych subiektywnych, nie zaraz jakis obiektywny, nie). Gdy mowie dla mnie, to biore tych innych na klate i mieszcze sie tylko w tych innych.
      Zrobisz jak chcesz, postapisz jak Ci warunki pozwola, nie mam mozliwosci wplywac na to. To rozmowa tylko jakby dwoch pokolen emigracyjnych i troche tak jakbym rozmawiala samo z soba sprzed 30 lat. :))): wykazac sie jaka ja jestem super, jaki mam potencjal w dzieciach, jak ja sobie nie dam dmuchac w kasze, jaka jestem miedzynarodowa, jak sie szybko ucze jezyka a kolysanki tylko nuce bo nie wyssalam tego tekstu z mlekiem matki... Wtedy tylko nie wpadlam na to okreslenie 'dziewoja', ktore nawet mi sie podoba, bardzo podoba.

      Usuń
    8. Tak, Karolko, jesteś głosem ludu. Prawdopodobnie samozwańczym, ale jednak! :))))))))

      Nie jestem super. Pisałaś, że mnie podczytujesz, nie czytałaś nigdy, że nie uważam się za autorytet w żadnej dziedzinie? Staram się być na co dzień w porządku, niezależnie od tego gdzie mieszkam. Tak, żeby móc na siebie patrzeć w lustrze bez obrzydzenia. Dla Ciebie to "teatralne", ja tego tak nie widzę. Dla mnie to normalne.
      Co do potencjału w dzieciach- jasne, że szaleję za moimi chłopakami, dla mnie są najpiękniejsi, najwspanialsi, najmądrzejsi i w ogóle, ale prawdziwy ich potencjał poznałam faktycznie tutaj. Nie jestem typem matki, która twierdzi, że jej dziecko nigdy, ale to nigdy nie mogło by zachować się niefajnie, czy tam wszystkie dzieci "gupie" a moje to takie super jest. Ale też nie zamierzam im umniejszać i robić z nich małych debili albo niewychowanych prostaków.
      Językiem posługuję się na tyle dobrze, że nigdy nie miałam problemu z dogadaniem się z kimkolwiek bym nie gadała. Na tyle źle, że łapię własne błędy gramatyczne, albo po fakcie dociera do mnie słowo, którego myślałam, że w ogóle nie znam, a okazało się zdradzieckie przez akcent:)
      Nigdy też nie miałam silnego uczucia przynależności narodowej. Nie czuję się "prawdziwą Polką". Nigdy nie będę Angielką. Niezależnie co będę miała wpisane w papierach. Czuję się obywatelką świata. Będę mieszkała tam, gdzie będzie mi dobrze. Będę kultywowała te tradycje i zwyczaje, które mi odpowiadają. Póki nie łamię prawa i póki zdrowie pozwoli- zawsze będę żyła tak, jak będę chciała. Nie mam parcia na nic, żadnych zobowiązań, żadnego wielkiego majątku. Jestem wolna. Ciężko to wytłumaczyć, to dość niepopularne zdaje się podejście, wiem.
      Nie dam sobie dmuchać w kaszę, z tym jednym trafiłaś. I to jest pewne. Jeśli uznam, że podstawowe prawo do godnego życia (czyli bez inwektyw chociażby) przekracza możliwości tego miasta/kraju- wyjadę bez żalu. Spróbuję gdzie indziej. No kurna chyba jest gdzieś miejsce, gdzie nas nie będą wyzywać od polskich gówien i nie rządzi tam równocześnie PiS:)))) Tu, gdybym mogła, wkleiłabym mema- mała dziewczynka siedząca na aligatorze i pod spodem napis "ponies are for pussies" ;)

      Usuń
    9. Zycze powodzenia. :)

      Usuń
  6. Przecież od tego są komentarze, by dzielić się spostrzeżeniami, wymianą zdań, czy innymi refleksjami nad problemem. Każdy czasami popełnia błędy, a dlaczego się wyzywamy, miast poprawić... tego już nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, że to powiem, ale gówno zawsze na wierzch wypłynie. Nie wiem i nie rozumiem co z ludźmi się dzieje, dopierd...olić innemu jest teraz cool. Jeśli mam inne zdanie na temat czegoś to mam uważać, żeby czasami kogoś nie obrazić. Paranoja.

    OdpowiedzUsuń