środa, 9 grudnia 2015

Pierwsza miłość

Zastanawiam się jak właściwie powinno się określić swoją pierwszą miłość? Czy moją pierwszą miłością był Zenek z zerówki, który w dzień dziecka przedrzeźniał się ze mną z wysokości huśtawki i kiedy rozjuszona podbiegłam zbyt blisko, huśtawka uderzyła mnie w szczękę i straciłam pierwszego zęba mlecznego? Strata była ogromna bo nawet się jeszcze nie ruszał, poza tym krew, ból i cała afera czego ja oczywiście nie pamiętam bo natychmiast zostałam zaprowadzona do domu, który mieścił się tuż za bramami przedszkola. Zenek pojawił się tego wieczora z mamą i pudełkiem czekoladek w moim mieszkaniu w ramach przeprosin. Nie chciałam z nim rozmawiać ale czekoladki przyjęłam a Zenek spłonił się i uciekł. Od tej pory figurował w rodzinie jako moja pierwsza niespełniona miłość. Czekoladki były dobre, to było jeszcze przed stanem wojennym więc naprawdę solidne i w pięknym pudełeczku. A Zenka, no cóż, jakoś nie pamiętam...
Czy może moją pierwszą miłością był Wacek z podstawówki, który siedział za mną i ciągnął mnie za gumkę od biustonosza, ale potrafił też szarmancko ze mną porozmawiać o moich zainteresowaniach na przykład. Razu pewnego przyniósł mi w prezencie, ot tak sobie bo lubiłam czytać, dość grubą książkę, już nie pamiętam jaką. Dał mi ją, ale zaraz po tym zaczął ciągnąć mnie za ten nieszczęsny biustonosz, więc nie wytrzymałam, odwróciłam się, otrzymaną książką palnęłam Wacusia po głowie, rzuciłam mu tę książkę na ławkę i wyszłam z klasy. Zero szacunku dla kobiety, normalnie! I tak się skończyła kolejna miłość. Książki żal bo fajna była, ale cóż, duma wymaga poświęceń.
A może Darek z lodowiska? Wiadomo że kto się lubi ten się czubi ale Darek przegiął, bo podciął mi nogę łyżwą tak że upadłam na kość ogonową i bardzo boleśnie sobie ją potłukłam, być może nawet złamałam bo nie mogłam siedzieć ani się schylać przez długi czas ale umiejętnie ukrywałam to przed rodzicami bo się wstydziłam. No i tatuś mógł Darkowi krzywdę zrobić przecież, a tego nie chciałam bo pomimo boleści wciąż Darusia kochałam. Bardzo mnie potem przepraszał, zaczęliśmy się spotykać poza lodowiskiem i w ogóle było cudownie i tak... romantycznie! Aż do momentu kiedy pewnym wieczorem poszliśmy do parku nad rzekę, a on objął mnie czule i tak staliśmy w ciemności kontemplując zarysy przyrody, w końcu wyszeptałam: "Zobacz jakie śliczne drzewo...", na co on: "Któro? Tamto?" I w tym momencie romantyzm uciekł a czar Darusia prysł bo co jak co ale słowo "któro" to raczej w języku polskim nie istnieje. Oj jak mnie to zabolało! Oczywiście to był niechlubny koniec naszej miłości...
Na pewno pierwszą wielką jedyną miłość przeżyłam w ogólniaku, a potem poszłam na studia i pojawiła się nowa kolejna jedyna miłość, i następna, ta pierwsza, jedyna...
Cóż, już się nauczyłam, że tak jak w wierszu ks. Twardowskiego, nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą...

Pozdrawiam

11 komentarzy:

  1. A ja powiem za Santor tak:
    https://youtu.be/aP8nYdx_oZY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby tak... za tym to nigdy nie trafisz.

      Usuń
  2. A kochasz siebie? To jest dopiero prawdziwa miłość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siebie? Najbardziej na swiecie. Potem moje dzieci ludzkie i futrzane, potem mame, tata, siostry, a potem leci cala reszta swiata :-)

      Usuń
  3. zawsze to jakieś zaburzenie osobowości,
    nie zdarza Ci się po odkochaniu stwierdzić - no chyba byłam ślepa/pijana/zgłupiałam/co mnie zamroczyło?
    mnie się zdarza! Trochę inaczej jest myśleć o kimś "miłość życia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, wszystko traktuje jako interesujace doswiadczenie.

      Usuń
  4. Zenek do dupy - imię obciachowe. Wacek kojarzy się z fiutem. Darek - upośledzony intelektualnie. ale to nic, bo i tak każda miłość jest pierwsza. Gorsza sprawa, że popełniłam w życiu dwa, a może nawet trzy skurwysyńskie błędy i chyba muszę na ten temat popełnić post, bo się zdenerwowałam!
    Twój post natomiast cudny, taki jak lubię, ciepły i pogodny. Zostawiam Ci mojego Jędrusia :)
    http://fraube2.blogspot.com/2012/03/23-nie-zardzewiaa.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, pół życia spędziłam z upośledzonym intelektualnie i nic nie wiedziałam ;-)
      O Jądrusiu już czytałam. Ech, żeś Ty go puściła...

      Usuń
    2. Nie dało się nie puścić - byliśmy gówniarzami w podstawówce. Potem każde poszło w swoją stronę i tyleśmy się widzieli. spotkaliśmy się dopiero niedawno.

      Usuń
  5. Wszystkie sa inne, wszystkie sa piekne i wszyskie cos wnosza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. A czy to byla milosc... Jak zwal tak zwal, wazne co sie WTEDY czulo :-)

      Usuń