sobota, 12 lipca 2014

Szybki apdejt

Śpieszę donieść że s-y-f (pryszcz, dziad zatracony, krosta, franca jedna) już prawie nie istnieje. Jeszcze jak się po gębie pomacam i dobrze poszukam to coś tam wymacam, ale wolę nie dotykać bo jeszcze polubi :-)

Pomogły sprzężone siły. Pasta z kurkumy  dwa razy, detreomycyna trzy razy i takie cóś:


Kupiła żech se była wczoraj w Bootsie (to taka drogeria kosmetyczna, jak w Polsce Rossmann tylko większa chyba), bo nie dość że w promocji było to jeszcze kupona na to miała tak że za darmo wyszło, a jak za darmo dają to strach nie brać.
Na opakowaniu napisali że smarować kiedy trzeba, to smarowałam z trzysta razy dziennie. I poszłam właśnie do łazienki, wysuszona skórka z miejsca pryszcza odpadła a pod nią ukazało się.... NIC!
Super! Na wszelki wypadek jednak kazałam mamie zakupić ten Benzacne o którym pisałyście to syn przywiezie jak będzie. 
No to teraz już jestem w pełni zadowolona. Mogę jutro szaleć ;-) jak się nic nie zmieni...




3 komentarze:

  1. Tylko za mocno nie szalej, bo Ci od tego nowe pryszcze wyskocza. :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Szalej, szalej, do upadłego!:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. No to gratulacje ,że się udało... :-)

    OdpowiedzUsuń